Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woodstock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woodstock. Pokaż wszystkie posty

03 października 2015

LemON - #21 Coś fajnego! (DUŻO MUZYKI)

LemON to polsko-łemkowsko-ukraiński zespół, którego miałam okazję już kilka razy słuchać na żywo. Przyznaję, że początkowo ta muzyka była mi całkowicie obojętna, a wokalista miał lekko irytujący głos. ;) Nie wiem co tak naprawdę się zmieniło, ale w tej chwili bardzo doceniam ich twórczość.

Wokalista zespołu, Igor Herbut, studiował na wydziale artystycznym na kierunku jazz i muzyka estradowa. To tłumaczy jak mógł tak szybko zebrać dobrych muzyków i założyć odnoszący sukces zespół w trakcie programu Must Be the Music, który przyniósł zespołowi popularność. W ich twórczości słychać, że nie są początkującymi amatorami.
Mój pierwszy kontakt z zespołem LemON był całkowicie przypadkowy, ale gdy zobaczyłam, że grają na tegorocznym Woodstocku postanowiłam się na nich wybrać. I chociaż koncertu nie spędziłam w pobliżu sceny, uważam, że był bardzo klimatyczny. Od Woodstocku minęły już ponad 2 miesiące, a ja ostatnio przesłuchałam płyt LemONa i stwierdzam, że słucha się ich z wielką przyjemnością. Niektóre piosenki mnie oczarowały!

Zdecydowanie „Napraw” to mój numer jeden. Ale polecam zapoznać się także z innymi. Enjoy!




20 sierpnia 2015

Jak przeżyć Woodstock za 150 zł? #lovewoodstock

Woodstock za 150 zł pewnie nie zdziwi wielu osób, zwłaszcza, że jest to impreza darmowa. Ale mój wyjazd na Woodstock trwał tydzień i na CAŁY wyjazd wydałam 150 zł. Także z dojazdem. Co więcej nie jadłam najtańszego pasztetu z chlebem, bo nie przepadam za takimi posiłkami.

Ogólnie uważam się za osobę dość dobrze gospodarującą finansami. Ale nie znaczy to, że zawsze mało wydaję i nie kupuję głupot. Mimo to, takie wyjazdy mało mnie kosztują, bo nienawidzę marnowania pieniędzy. Zacznę od tego, że 150 zł to suma określona dość umownie. Zakupy robiłam razem z chłopakiem i nie jesteśmy w stanie stwierdzić, ile „drobnych” mieliśmy przy sobie, ale na nas łącznie, poszły trzy stówki. Na wszystko. Poniżej robię zatem rozpiskę na 300 zł, ale podkreślam, że dotyczy to dwóch osób!

DOJAZD I POWRÓT - 80
Dojazd z Warszawy wyszedł nas w tym roku wyjątkowo tanio, ponieważ w dwie strony płaciliśmy zaledwie 40 zł od osoby! Podobnie było w zeszłym roku, gdy w jedną stronę jechaliśmy stopem, a wracaliśmy pociągiem. Tak więc 80 z 300 zł to był całkowity koszt dojazdu.

PIERWSZE ZAKUPY - 60 zł (140zł)
Pierwsze zakupy spożywcze, jeszcze przed Woodstockiem, to rzeczy, które chcieliśmy mieć ze sobą już z dniem przyjazdu. W tych zakupach były ze 2 czy 3 słoiczki gotowych dań do podgrzania, paczka kabanosów, dwie butelki wódki i coś na drogę. Zaznaczę tylko, że na Woodstocku nie można mieć szklanych butelek ani słoików, ale nie nocuję na głównym polu, a szkła nie wynoszę poza  „obozowisko”. Mój sposób na wódkę jest po prostu taki, że nalewam ją do dużej butelki z jakimś napojem, mieszam i takiego drinka ze sobą noszę. Robię tak już od co najmniej dwóch lat, bo jakoś mam mniejszą ochotę na piwo. Jeśli chodzi o podgrzanie tych gotowych posiłków to mam kolejną rzecz niedozwoloną na głównym polu (Woodstock sorry...), czyli turystyczną butlę gazową. Jest to bardzo fajna rzecz - mała, lekka i dość tania.

DRUGIE ZAKUPY - 60 zł (200zł)
Kolejne większe zakupy zrobiliśmy już w Kostrzynie, jeszcze przed przyjazdem na pole. To ważne, ponieważ na miejscu nie można kupić chociażby innego piwa niż sponsora. Wydaliśmy około 60 zł z tego co pamiętam. To poniekąd dzięki temu, że sklepy są przygotowane na Woodstockowiczów i robią wielkie promocje na alkohol i produkty, z których łatwo i szybko można zrobić coś do jedzenia. Tam kupiliśmy jakiś serek kanapkowy, chleb, kolejną butelkę wódki („Bo była tania!”), napój do wódki, dużą zgrzewkę piwa (2zł za puszkę), wodę i chyba kiełbasę. Nie pamiętam, czy na pewno my ją kupiliśmy, bo znajomy kupił jednorazowego grilla.

JEDZENIE U KRYSZNOWCÓW - 2x8zł (216zł)
Obowiązkowy punkt Woodstockowego życia! Właściwie mogłabym tam jeść codziennie, to jest pyszne!

ZAKUPY NA MIEJSCU - 30zł (246zł) + ???
Na miejscu okazało się, że mój chłopak jest nieogarnięty i nie ma żadnej bluzy. Co prawda zazwyczaj na Woodstocku jest bardzo upalnie, ale tym razem było dość chłodnawo, a noce były całkiem zimne. Piszę to dlatego, ponieważ kupiliśmy mu bluzę za 30 zł. Do sklepu chodziłam kilka razy. Moje standardowe zakupy to: świeże bułeczki (5 bułek - 1,50zł) i cordon bleu (2 za ok 3,5zł), wodę (nie cała złotówka...), sok (około 2 zł), coś na kanapki (salami, ser... 3-5zł), zdarzały się i lody (1zł) albo chipsy (2zł). Za takie zakupy płaciłam coś około 10-15zł. W między czasie odkupiliśmy jeszcze od kogoś jakieś piwo, ale przyznaje, że piliśmy też sporo ofiarowanego, a nawet znaleźnego (!). Nie kradzionego! Historia jest całkiem zabawna, bo siedziałam na koncercie i pomyślałam, że napiłabym się piwa, a ono autentycznie przyturlało się do mnie! Nie widziałam nigdzie właściciela, wiec zaopiekowałam się tą zamkniętą puszką. Przyznaje, że brakowało nam pod koniec alko i gdyby nie życzliwość znajomych to z pewnością byśmy jeszcze dokupili.

Jako, że nie jestem fanką pasztetu i tym podobnych wyrobów... Kupowałam na kanapki serek do smarowania albo zwykły krojony żółty ser lub jakąś szynkę. Mój chłopak początkowo był zaskoczony, że na takim wyjeździe też można jeść praktycznie normalne kanapki. ;) Zamiast masła używałam jakiegoś sosu, keczupu lub musztardy.

Wyjazd oczywiście byłby droższy, gdybym częściej (gdybym w ogóle!) jadała w gastronomii, ale nie jestem jakąś wielką fanką takiego żarcia. „Zaoszczędziłam” też na ciepłych prysznicach, bo zimne krany mi zupełnie wystarczają. Zwłaszcza, że mogłam do nich pójść w każdej chwili i nie musiałam tracić godzin na kolejki. ;)

Nie napisałam tego wpisu, żeby szczycić się, że jakoś specjalnie mało wydałam - zupełnie nie to było moim celem. Chciałam jedynie przedstawić sytuację, pozwolić komuś „zajrzeć” do mojego portfela. Myślę, że niektórzy zastanawiają się, ile kosztuje taki festiwal. Wiadomo oczywiście, że każdy wyda inną kwotę. Są ludzie, dla których ta kwota nie mieści się w głowie, bo wydadzą kilka razy tyle na sam alkohol i inne zabawy, albo kupią dużo więcej jedzenia, które niestety później często się marnuje (z moich obserwacji wynika, że robi tak ogrom osób...). Są też tacy, którzy np. zupełnie nie piją, ale na samo jedzenie mogą wydać podobną kwotę. Nie ważne, w której grupie jesteś, chciałam pokazać jak tani jest Woodstock i wcale nie trzeba jeść cały czas chleba z pasztetem. Na powrót np. przygotowałam 10 bułeczek z serem żółtym, papryką, musztardą i sosem hamburgerowym. Panowie dziwili się i mówili, że po co mi, aż tyle kanapek. A później każdy się o nią prosił... ;)

Zdjęcia pochodzą z www.freeimages.com. 

Zobacz inne #lovewoodstock:
Woodstock - kultura w błocie
BRUDstock? Cala prawda o WOODSTOCKU!

Zapraszam też na facebooka i google+!

09 sierpnia 2015

BRUDstock? Cala prawda o WOODSTOCKU! #lovewoodstock

Woodstock zakończył się już TYDZIEŃ temu, a ja wciąż nie mogę zebrać się do opisu tego wydarzenia. Wspominałam o nim przed wyjazdem tutaj, a teraz pora na wrażenia po. Zapraszam!

Tegoroczny, 21 Przystanek Woodstock był już moim czwartym. Wybierałam się co prawda już rok wcześniej, ale musiałam zmienić plany. Dla mnie to pewne, że każdy Woodstock jest inny, chociaż zawsze towarzyszy mu wspaniała atmosfera otwartości i wolności. Jest niewiele miejsc poza Woodstockiem, gdzie można być w pełni tym kim się zawsze chciało, czyli np. nosić strój tygryska przez tydzień (są rzeczy, które tylko Woodstockowicz zrozumie). Tak, chodzi o to, żeby tydzień chodzić w tych samych ciuchach...

Na Woodstocku spotkać można samych pijanych ludzi (w dodatku brudnych i śmierdzących!), którzy załatwiają się gdzie popadnie! W dodatku ludzie chodzą roznegliżowani i proszą się o macanie! Dziewczyny tylko czekają na to, żeby jakiś brudas zaprosił je do swojego namiotu! Co więcej, jacyś szaleńcy biorą na ten Festiwal dzieci, które oswajają się z tym potwornym obrazem. W przyszłości to pewnie one będą bawiły się tu z gołym tyłkiem w błocie!

Czasami wpada na Festiwal ktoś „z zewnątrz”, kompletnie nie rozumiejący tej bajki, i próbuje wmówić światu, że taki właśnie jest Woodstock... To przykry i przede wszystkim krzywdzący obraz! Taki sam, jakby np. pokazać w Warszawie samych bezdomnych. Albo jakąś imprezę, na której ludzie mają swoje... intymne chwile w toalecie. Wszyscy wiedzą, że takie sytuacje mają miejsce, ale że jest to jakiś margines.

Czy na Woodstocku są narkomani, a ludzie uprawiają niezobowiązujący seks? Pewnie tak, jak wszędzie na świecie. Ja osobiście się z tym nie spotkałam. Czy ludzie upiją się tam od samego rana? Wiele osób na pewno! Ale nie to jest ideą tego Festiwalu! Czy to prawda, że po pierwszym dniu nie da się skorzystać z toi toia? Z jednej strony to trochę zabawne, z drugiej - wcale nam do śmiechu nie jest. Przy tak ogromnym Festiwalu, na który przyjeżdża minimum PÓŁ MILIONA osób nie ma możliwości by utrzymać toiki non stop w nienagannej czystości. To nie znaczy, że po 3 dniach wchodzimy w całe to gówno. Toi toie są na szczęście opróżniane i czyszczone każdego dnia. Skorzystanie ze świeżutko opróżnionego i oczyszczonego toi toia to rzecz święta! Czy ludzie na Woodstocku chodzą nago i macają się ze wszystkimi? Ogrom osób nosi tabliczki z „Free Hugs”, ale macaniem to raczej nie jest. A w czasie Festiwalu zwykle panuje ogromny upał. Nic więc dziwnego, że wiele osób chodzi tam jak po plaży. A że ktoś pokaże czasami odrobinę więcej ciała...? No cóż, dzieci kwiaty. ;)


A co oprócz tego? Same CUDOWNE rzeczy! Pisałam już przed wyjazdem, że Woodstock to nie tylko koncerty, jak się często wydaje ludziom. Woodstock to cztery dni atrakcji prawie 24 na dobę. Co więcej! O wielu atrakcjach nie sposób się dowiedzieć. Oprócz oficjalnych scen, wielu spotkań i warsztatów w atmosferze Woodstockowej odbywa się dużo, dużo więcej. Spotkania brodaczy, motocyklistów, Wiewiórstock, dodatkowe małe sceny różnych zespołów (w ten sposób w tym roku poznałam CHORYCH) i wiele innych rzeczy, także ogrom atrakcji w strefach sponsorów. Nie ma możliwości, żeby ogarnąć to wszystko, tym bardziej, że nie da się zaliczyć nawet samych oficjalnych atrakcji, a tak chętnie bym się rozdwoiła, albo nawet potroiła, żeby złapać jeszcze choć trochę snu. Piękne jest też to, że ogrom osób, które gości na Festiwalu i miało o nim wcześniej nie najlepsze zdanie - zmienia je. Dobrym przykładem są aktorzy teatralni, którzy jeszcze w 2014 roku bardzo obawiali się swojego występu na Woodstocku, a teraz przyjechali z chęcią. Wiedzieli, że Woodstockowicze to wspaniała publiczność. Mówię to nieskromnie, bo w końcu nie przed każdym występem teatralnym publiczność śpiewa się „Ogórek, ogórek, ogórek...”. ;)

Woodstock to też dobre żarcie! Chociaż ja 99% posiłków przygotowywałam sama, musiałam koniecznie zaliczyć jedzenie u Krysznowców. Jest to obowiązkowa atrakcja owiana legendą. ;) Jedzenie mają wspaniałe i właściwie przez cały czas mogłam bym chyba jeść tylko to. 
Jednym ze sponsorów, który mnie w tym roku miło zaskoczył (oprócz Lidla, któremu jestem wierna kolejny rok, bo robią na Woodstocku naprawdę świetną robotę!) jest Allegro. Niestety, ale ogromne tłumy i kilometrowe kolejki na Woodstocku 2014 zniechęciły mnie do zajrzenia tam, ale za punkt honoru postawiłam sobie, że w tym roku przejadę się ich Diabelskim Młynem! Wybrałam się posłuchać dwóch koncertów i przeznaczyć ten czas na odstanie w kolejce. Był to początek pierwszego dnia, więc wszystko zajęło mi zaledwie godzinę. Żeby za darmo przejechać się na tym kole trzeba było wyjeździć 2 km na rowerku stacjonarnym (już za to dostawało się całkiem fajną koszulkę, plecak lub okulary). Nie było to nic trudnego, a sama atrakcja bardzo emocjonująca pod względem widoków na całe „Woodstockowe miasteczko”. Inną atrakcję, która mnie zaciekawiła, przygotował Play. Chociaż pogoda na początku tygodnia nie dopisywała (pierwszy raz od kiedy byłam na Woodstocku było tak zimno!) Play przygotował „zjeżdżalnię wodną”. Wiedziałam, że jeżeli to będzie coś naprawdę fajnego to kolejki będą ogromne, ale i tak chciałam to zobaczyć. Nie było to jednak nic nadzwyczajnego. Gdy do tego podeszłam zjeżdżały na zmianę te same cztery osoby ledwie ześlizgując się do końca. Ale być może kogoś to zadowoliło.

Wiele osób zarzuca, że to już nie to samo, że Woodstock staje się za bardzo „ucywilizowany”. Dla mnie nie jest to naprawdę problemem... Atmosferę tworzą ludzie, a to, że są lepsze warunki sanitarne, albo że mamy dostęp do świeżych bułeczek w Lidlu to zupełnie inna sprawa. Poza tym, nawet takie Woodstockowe zakupy to coś zupełnie innego od zakupów w naszej codzienności. Nie trzeba się zatem obawiać, że ucieka się do oazy, jaką jest Woodstock, a tam stoi Centrum Handlowe. W dodatku, co jest bardzo ważne i o czym nie można zapominać, Przystanek Woodstock jest imprezą w 100% bezpłatną. To normalne, że kawałek festiwalowego pola muszą zająć sponsorzy, którzy w pewnym stopniu nam go fundują. W dodatku organizują w tym czasie wiele imprez, z których ja zazwyczaj nie korzystam, ale widzę w ich okolicach tłumy.

Chociaż w internecie Kocham Kozy miały krótką przerwę, obecne były na Woodstocku. Nieliczni mieli okazję się o tym przekonać. ;) Ciekawe czy spotkamy się za rok? Warto mieć taką nadzieję, do zobaczenia Woodstock! Zaraz będzie ciemno! ♥


Zobacz inne #lovewoodstock:
Woodstock - kultura w błocie
Jak przeżyć Woodstock za 150 zł?

25 lipca 2015

Woodstock - kultura w błocie #lovewoodstock


Woodstock to zdecydowanie kontrowersyjne wydarzenie. Wiele osób ma o nim wyrobione negatywne zdanie. Niestety często telewizja i prawicowe media pokazują zaledwie wycinek, który może przedstawić tę wielosettysięczną społeczność w negatywnym świetle. A zawsze przecież znajdzie się jakiś procent ludzi, którzy nie umieją się zachować.









Chociaż ja nie mam za wiele do zarzucenia ludziom na Woodstocku. Jedynie czasem jest ich za dużo i nie ma ciszy, gdy już ktoś chce odpocząć. ;) Ale ogólnie ciężko wymagać nienagannej czystości na tak ogromnym festiwalu, na który przyjeżdża prawie milion osób. Wiadomo, że po paru dniach przepełnią się śmietniki oraz... toi-toie (mimo tego, że są codzienne myte!).


A ludzie są różni... Ktoś przyjedzie na koncerty, a ktoś na największą imprezę w życiu, na której będzie czuł się bezkarnie. Mimo to, większość to fantastyczni ludzie. Bardzo otwarci i pomocni! Trzeba przyjechać i zobaczyć, jak tam naprawdę jest. Tym bardziej, że Woodstock to nie tylko koncerty, o czym wiele osób nie wie...

Na Woodstocku odbywa się wiele spotkań i warsztatów, a kolejny już raz wystąpi profesjonalny teatr (Teatr 6. piętro). Warsztaty i wykłady są różnorodne tematycznie i cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Niektórzy spędzają na nich cały Woodstock! Jest trochę kulturowo, trochę psychologicznie (i seksuologicznie), odrobinę politycznie i baaaardzo twórczo. W dodatku to wszystko za darmo. Cały Woodstock jest darmowy. To za co płacisz to jedzenie i alkohol, jeżeli chcesz. Można też opłacić toi camp, czyli pole namiotowe z dostępem do pryszniców, albo płacić za same prysznice, bo na pozostałej części Woodstockowego pola stoją tylko krany z zimną wodą. Chociaż dla mnie są one wystarczające, a myję się tam codziennie. ;)

Jeśli chodzi o muzykę to jest to wielogodzinne granie na trzech scenach. I to nie tylko jakiś ciężki metal, ale różne odmiany rocka, reggae, a nawet folku. Wśród kilkudziesięciu występujących zespołów powinieneś znaleźć coś dla siebie.

Woodstock już za 4 dni! Wszelkie szczegóły i harmonogram można oczywiście znaleźć na Oficjalnej Stronie Festiwalu Woodstock. Mam nadzieję, że się tam spotkamy! ;)


Zobacz inne #lovewoodstock:
BRUDstock? Cala prawda o WOODSTOCKU!
Jak przeżyć Woodstock za 150 zł?