Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Top 10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Top 10. Pokaż wszystkie posty

10 grudnia 2015

Pomysł na prezent DLA NIEJ

Były już propozycje na prezent dla faceta, a teraz czas na kobiety. Poniżej przedstawię moje propozycje na prezent dla niej, zapraszam!

 1. Świeczki, świeczniki, lampiony
Wiem, że nie jestem jedyną kobietą, która lubi takie „pierdoły”. Świeczki niesamowicie umilają życie i są przyjemne dla oka. W dodatku są dostępne w tak wielu zapachach, kolorach i kształtach, że mogłabym być nimi obdarowywana do końca życia i wciąż by mi się nie znudziło. Obecnie planuję sobie zakupić duży lampion, bo moja kolekcja małych świeczników mi nie wystarczy. ;) Jeśli kompletnie nie wiesz co kupić dla dziewczyny postaw na pewniaka i kup ładny lampion i świeczki!

  

2. Kolorowanki antystresowe (kolorowanki „dla dorosłych”)
Nie sądzę, że to prezent tylko dla kobiet, ale do tej pory żadnego chłopaka z taką kolorowanką nie widziałam. ;) Jak już pisałam, ostatnio jest to wielkim hitem, dlatego nie ma co się długo zastanawiać - spodoba się to wielu osobom, i to nie tylko młodym.


3. Subskrypcja/pakiet beGlossy lub Shinybox
Pisałam ostatnio tutaj swoje rozważania, czy warto w to w ogóle inwestować. Jednak prezentów tak się nie przelicza, a jak już wspominałam takie pudełko potrafi sprawić wiele przyjemności. Na pewno nie pogardziłabym Shinybox'em lub beGlossy, gdybym dostała je w prezencie.
Można też pomyśleć o wersji dla panów na święta, ale sądzę, że większość mężczyzn wolałaby dostać jednak coś innego. Jeśli chcemy kupić panom kosmetyki - lepiej same skomponujmy dla nich zestaw.


4. Tangle Teezer (szczotka do włosów) i Invisibobble (gumki sprężynki)
To pomysł na prezent zarówno dla młodszych jak i starszych dziewczyn, wszystkie powinny być zadowolone z takiego prezentu. Nie będę rozwodzić się nad tym, jaka to niby rewelacyjna szczotka i fantastyczne gumki do włosów - o tym huczał już cały internet. Powiem jedynie, że i szczotka i takie sprężynkowe gumki bardzo dobrze mi się sprawdzają i przyjemnie się ich używa. Używam ich codziennie od kilku miesięcy, ale nie wiem, czy moje życie stało się lepsze. ;) Z pewnością jednak nie szkodzą moim włosom i są ciekawe wizualnie. W obu przypadkach można szukać tańszych odpowiedników, nie zawsze jednak będą tak samo dobre.


5. Szpilki
To może wydawać się zabawnym pomysłem i wiem, że na pewno nie każdemu się spodoba. Mimo wszystko ja widzę to nawet w formie wspólnych zakupów (w przypadku gdy to prezent np. od chłopaka, mamy lub przyjaciółki). Żeby sytuacja nie była niezręczna, bo nie każdy będzie czuł się dobrze słysząc „wybierz coś, ja zapłacę”, można ofiarować bon zakupowy z informacją, że fajnie by było, gdyby ta osoba przeznaczyła go właśnie na to. Szpilki to klasyka, którą chce mieć każda dziewczyna. I to w wielu, wielu kolorach i fasonach. W dodatku takie buty podobają się mężczyznom, dlatego jeśli panowie zaproponują wspólne zakupy mogą wybrać dziewczynie takie buty, które im się najbardziej spodobają. A żeby nie przedłużać znienawidzonych przez panów zakupów to fajnie mieć właśnie taki bon, który jest przecież do konkretnego sklepu. ;)
Tyle ode mnie jeśli chodzi o propozycje prezentów dla pań. Zapraszam do poprzedniego wpisu - pomysły na prezent dla niego. Oraz przypominam, że wkrótce pojawi się jeszcze jeden wpis - uniwersalne prezenty dla każdego. Zapraszam także do śledzenia mojego facebooka i google+!

07 grudnia 2015

Pomysł na prezent dla NIEGO

Święta już tuż tuż i na pewno macie kogoś kogo chcielibyście obdarować prezentem. Dzisiaj przedstawię swoje propozycje na prezent dla chłopaka. Wiadomo, że nie wszystkie prezenty są uniwersalne, ale to ty powinieneś wiedzieć, co będzie pasować twojemu znajomemu.

1. Gra komputerowa
To chyba najpowszechniejszy prezent, który sprawdza się od lat. Zawsze jest jakaś nowa gierka, która można chłopakowi sprezentować. Czy to nowe GTA, Wiedźmin, czy inne Diablo - zawsze zostanie przyjęta z otwartymi rękami. Uwaga: taki prezent może spowodować wielodniowe osłabienie w kontaktach osobistych!


2. Zabawny krawat lub marynarka
Śmieszne krawaty można znaleźć już prawie wszędzie. Jest to fajny gadżet na jakąś niezobowiązującą imprezę. Podobnie z marynarką, chociaż to zdecydowanie większy wydatek. Wydaje mi się, że nie każdemu taka marynarka czy krawat przypadnie do gustu, ale sam musisz wiedzieć, jakie poczucie humoru ma osoba, której taki prezent chcesz dać. Krawat może być też oczywiście w wersji stonowanej w prezencie dla taty. No chyba, że twój ojciec jest bardzo młody duchem. ;)


3. Koszulka
Podobny pomysł jak wyżej, ale na pewno mniej kontrowersyjny. Tym bardziej, że koszulki mogą być bardzo różne i zawsze można wybrać coś, co trafi w gust obdarowywanego. Faceci raczej nie obrażą się za kolejną fajną koszulkę, bo zazwyczaj nie cierpią na ich nadmiar.


4. Trymer/golarka
Nie trzeba tu raczej wiele tłumaczyć. Dobra golarka lub fajny trymer (a może 2w1?) to coś, co przyda się każdemu facetowi. Zwłaszcza w dobie mody na zadbaną brodę. Więc jeśli wiesz, że osoba, której chcesz coś sprezentować jeszcze nie posiada takiego urządzenia to możesz się nad nim zastanowić.

 

5. Nóż
Nie wiem, czy ten pomysł nie wyda się dziwny, ale uważam, że nie tylko pasjonaci noży i survivalowych klimatów ucieszyliby się z takiego prezentu. Chyba każdy facet ma takie zapędy do posiadania jakiegoś fajnego noża. Może to być scyzoryk, nóż bojowy lub typowy do rzucania. Mój chłopak, który jest akurat kolekcjonerem bardzo ucieszył się z zestawu do rzucania. ;)

 

To tyle jeśli chodzi o moje propozycje prezentów dla facetów. Niedługo pojawią się prezenty dla kobiet, a także propozycje na coś uniwersalnego. Zapraszam także na mojego facebooka i google+!

01 grudnia 2015

Co robić w Mikołajki? Pomysły na spędzenie czasu

Mikołajki kojarzą mi się głównie z klasowym losowaniem prezentów, a że już dawno w szkole nie jestem chciałam uczcić ten dzień jakoś inaczej. Szukałam alternatywy dla kupowania tych drobnych prezentów. Poniżej lista pomysłów na spędzenie Mikołajek ze swoją sympatią, albo całą grupą znajomych. Oczywiście te pomysły można wykorzystać każdego innego dnia, nie potrzeba na to specjalnej okazji. Ale być może do czegoś cię zainspiruję. ;)

1. Kino
Wiem, że to banalnie proste i dla wielu osób to codzienność, ale czasami nie mamy wcale tak dużo czasu i rezygnujemy z wyjścia do kina na rzecz dvd lub telewizji. Mikołajki mogą być dobrym pretekstem, żeby nadrobić kinowe premiery i spędzić czas z przyjaciółmi.


2. Teatr
Dla trochę bardziej wymagających. Podobnie jak przy kinie - jeśli nie miałeś dawno okazji, żeby wybrać się do teatru, a ciągle o tym myślisz to zrób to właśnie teraz! I nie musi to być spektakl koniecznie w dniu Mikołajek. Kup sobie po prostu bilety w symbolicznym prezencie.


3. Laser tag
Laserowy paintball to propozycja mniej oczywista, ale równie rozrywkowa. Zbierz grupę znajomych i stocznie walkę na laserową śmierć i życie! Taka wersja paintballu nie wymaga specjalnego ubioru, nie brudzi i praktykuje się ją głównie w pomieszczeniach (idealnie dla zimowej aury!). Poszukaj zatem czy gdzieś w twojej okolicy nie ma laser tagu, zbierz ekipę i stań do walki!


4. Escape room
Coraz bardziej popularne w Polsce escape room'y, czyli pokoje, w których trzeba rozwiązać jakąś zagadkę, żeby móc się z nich wydostać. Idealna zabawa dla pary jak i dla całej grupy osób. Pokoje są o różnej trudności i tematyce. Nie jest to więc jednorazowa rozrywka, ponieważ takich miejsc powstaje coraz więcej. Sprawdź sam czy jesteś w stanie uciec.


5. Pijalnia czekolady
Zamiast wypadu na piwo albo pizzę wybierz się na tradycyjną gorącą czekoladę. To pomysł idealny szczególnie dla par i można go łatwo łączyć z innymi atrakcjami. A w dodatku gorąca czekolada jest super smaczna i pożywna. Nie zapominajcie też, ze czekolada jest afrodyzjakiem. ;)

Zdjęcia pochodzą z www.freeimages.com.

To nie tylko pomysły na Mikołajki. Może to być pomysł na randkę, na urodziny lub po prostu na spędzenie czasu w gronie znajomych. Miejsc, do których warto się udać jest dużo więcej, to tylko część z nich by zainspirować do szukania alternatyw dla mikołajkowych prezentów.
Pamiętaj, żeby wpaść i zacząć śledzić mojego facebooka i google+! ♥

26 października 2015

Polecę dziś ciekawy film - październik

Październik był dla mnie zdecydowanie miesiącem komedii. I to wyjątkowo wszystkie były całkiem fajne!

Agentka

Pierwszym filmem tego miesiąca jest Agentka, czyli komedia akcji. W rolach głównych Melissa McCarthy, Jason Statham i Jude Law. Tytułowa agentka to kobieta, która zazwyczaj pracuje za biurkiem w CIA pomagając innym agentom. Tym razem jednak sama zgłasza się do supertajnej misji. Nie jest świetnie wysportowana i nie wygląda zbyt profesjonalnie, dlatego spotykają ją różne nieprzyjemności, z czego wynikają oczywiście zabawne sytuacje.
Uwielbiam filmy z Jason'em Statham'em i właśnie na takie coś miałam ochotę. Agentka co prawda nie ma tyle testosteronu, jak inne produkcje z tym aktorem, ale to nie jest wcale minus. Chociaż sam Statham był w swoim żywiole, a jego postać jest rewelacyjna. I to właśnie dla niej zdecydowanie warto zobaczyć ten film. Ale ja ogólnie oceniam Agentkę pozytywnie, bo spędziłam przy niej miłe chwile, naprawdę mnie rozbawiła.

Polowanie na drużbów

W gruncie rzeczy to dość smutny film - główny bohater bierze ślub, ale nie ma żadnych przyjaciół, którzy mogliby zostać jego drużbami. Nawet jednego... Jego narzeczona z kolei jest popularna, dlatego chciałaby, żeby wesele było duże, a para młoda miała po 7 przyjaciół obok siebie. Przyszły pan młody musi natychmiast coś wykombinować i zgłasza się do profesjonalisty - faceta, który udaje drużbów na ślubach i weselach. Problem w tym, że mężczyzna jest jeden, a skolekcjonowanie całej grupy przyjaciół okazuje się niezwykle trudne. Rozpoczyna to szereg zabawnych sytuacji, bo nowi „przyjaciele” są niezwykle ciężcy do ogarnięcia. ;)
Polowanie na drużbów to naprawdę całkiem fajna komedia, w dodatku, jak się okazuje, z jakimś przesłaniem. Polecam ten film na wieczór, szczególnie w gronie znajomych.

Ekipa

Ekipa, czyli panowie ze świetnego serialu z plejadą gwiazd powracają! Oglądałam dawno temu serial Ekipa, który co prawda ostatnie sezony miał trochę słabsze, ale w ogólnym rozrachunku i tak był bardzo dobry.
Ekipa to przyjaciele towarzyszący stojącemu im na czele Hollywoodzkiemu aktorowi Vincentowi Chasowi. Wśród nich jest jego agent, brat, menadżer oraz świetny kumpel. Razem stawiają czoła Hollywoodzkim produkcjom filmowym i tamtejszym imprezom. Chociaż nie wszystko jest miłe i kolorowe Ekipa jest zdecydowanie komedią. Film przypadnie najbardziej do gustu głównie fanom serii, którzy ze zniecierpliwieniem czekali na jego premierę. Ale seans może być też pretekstem do zapoznania się z serialem. Muszę dodać, że w Ekipie występuje genialna postać - agent Ari Gold to osoba, która powinna dostać własny serial (coś jak Saul z Breaking Bad; ale Ari jest od niego dużo genialniejszy). Dla niego warto zobaczyć cały serial.

Gorący pościg

Komedia akcji z dwiema kobietami w roli głównej - nieogarniętą policjantką (Reese Witherspoon) i najgorętszym świadkiem koronnym (Sofia Vergara). Panie mają przed sobą długą i niebezpieczną wyprawę. Ale kto, jeśli nie one, miałby dać radę? W końcu w zanadrzu mają różne kobiece triki, którymi mogą rozbawić do łez niejednego złoczyńcę. 
Gorący pościg nie jest według mnie doskonałą komedią. Prawdopodobnie to najsłabszy film w całym zestawieniu. Mimo to oglądało się go całkiem przyjemnie, więc jego miejsce w filmach miesiąca nie jest przypadkowe. 

Zobacz też:
Filmy września!

19 października 2015

Pięć świetnych gier planszowych, które musisz poznać!

Pisałam już kilka słów o planszówkach, a dzisiaj przedstawiam ciekawe tytuły, którymi warto się zainteresować. Według mnie każda z nich zasługuje na uwagę. Zapraszam do zestawienia!

Neuroshima HEX!

Zaczynamy z grubej rury - Polska gra logiczno-taktyczna autorstwa Michała Oracza! Niestety dość skomplikowana (przy pierwszym podejściu to wada). Oczywiście gdy pozna się zasady i rozegra parę wojen wszystko (prawie wszystko ;)) staje się jasne. Warto tej grze poświęcić więcej czasu na rozruch by cieszyć się godzinami zaciętej walki. Jest to gra znana także zagranicą. Jej wykonanie i grafika jest świetna i przypomina grę komputerową. W grudniu 2013 roku gra została wydana w jeszcze nowocześniejszej oprawie (ja posiadam wersję starszą, drugą edycję z 2008 roku).
Neuroshima HEX! polega na stoczeniu walki jedną z czterech dostępnych armii. Każda z nich ma swoją specyfikację, którą powinno się wykorzystać przygotowując konkretną taktykę w grze.  Wygrywa ten, kto pierwszy zniszczy sztab (bazę) przeciwnika, który ma 20 punktów życia.
Do podstawowej wersji gry zawierającej cztery armie (Moloch, Hegemonia, Posterunek i Borgo) wydane zostały dodatki z innymi armiami, każda o zupełnie innej charakterystyce.
Od 2 do 4 graczy. Cena około 100-130 zł.


Carcassonne

Reguły są bardzo proste, ale zabawa jest wielka. Ta gra w przeciwieństwie do Neuroshimy nie wymaga ogromnego skupienia i znajomości ogromu zasad i różnych zmiennych. Carcassonne to czysta przyjemność w nietrudnej postaci i pięknej oprawie. Wydaje mi się, że jest przystępna także dla dzieci, więc może to być zabawa dla całej rodziny (mimo tego, że starsi sami bardzo dobrze się bawią). Do gry zostało wydanych wiele dodatków, które poszerzają podstawową wersję.
Gra polega na układaniu kolejnych pól i zajmowaniu odpowiedniego terenu swoim pionkiem. W zależności od tego czy zajęliśmy zamek, drogę, klasztor czy łąkę otrzymujemy inną ilość punktów. Punkty liczą się jedynie wtedy, gdy dana przestrzeń jest zamknięta. Co więcej przeciwnik może utrudniać nam zamknięcie naszego pola albo przywłaszczyć sobie jego część. W dodatku otrzymujemy określoną liczbę pionków i musimy wiedzieć, czy dane pole warto zająć.
Od 2 do 5 graczy. Cena około 100 zł. Gra była wielokrotnie nagradzana.

Kolejka

Kolejna polska gra. Tym razem żadne sci-fi - przenosimy się do PRL-u. Nie załamuj się nawet jeśli nie lubisz historii. Ta gra sprawi, że zrozumiesz, czym jest niesprawiedliwe wyczekiwanie w kolejce albo walka o papier toaletowy! Gra polega na tym, żeby zebrać odpowiednie towary, których niestety nie starczy dla wszystkich. W dodatku inny gracz może okazać się uprzywilejowaną matką, która wyprzedzi cię w kolejce albo weźmie towar z pod lady!
Zasady nie są skomplikowane, ale rozgrywki dają dużo zabawy. Do Kolejki siada się zdecydowanie z przyjemnością.
Od 2 do 5 graczy. Cena około 100 zł.

http://www.creatika.pl/portfolios/gry_black_monk/

Munchkin

To jedyna karcianka w zestawieniu. Zdecydowałam się, że podepnę tę grę pod to zestawienie, bo naprawdę warto promować ten tytuł. Munchkin jest parodią gier RPG, ale w gruncie rzeczy polega na tym samym. Budujemy postać, walczymy z potworami i denerwujemy innych graczy. Bowiem wygrywa ten, kto pierwszy zdobędzie 10 poziom, ale nie jest to takie łatwe. W każdej chwili ktoś może uprzykrzyć nam życie i zrzucić nas prosto na poziom pierwszy. Gra jest bardzo przewrotna i nigdy nie możemy być pewni wygranej. W dodatku wszystko to utrzymane jest w zabawnej atmosferze. Bo jak tu nie wybuchnąć śmiechem, gdy ktoś rzuci na ciebie „Kaczkę Zagłady”?
Gra posiada wiele wersji. Jest m.in Munchkin z Karaibów, Cthulhu, Apokalipsa, Zombie i ich kolejne części. Niektóre gry poszerzają podstawę, a inne są oddzielną grą. Chociaż pewnie i tak da się je połączyć. Co więcej nie trudno jest dodać także swoje własne wersje kart. Wystarczy ich parę by urozmaicić grę i wywołać jeszcze większy uśmiech na twarzach znajomych. Do tej pory grałam w różne wersje podstawy (moja urozmaicona o własne karty) oraz Cthulhu. Dzięki takiej różnorodności dodatków Munchkin nigdy się nie znudzi!
Munchkin to także nazwa kota o krótkich nóżkach. Ta ciekawostka, która nie ma nic wspólnego z grą, bardzo mocno mi się z nią kojarzy. Bo Munchkin taki właśnie jest - uroczy i zabawny. Chociaż więcej w nim zabawy niż uroku, zwłaszcza, gdy posługujesz się bronią o nazwie „Pała Kultury” albo jesteś atakowany przez „Wszy łonowe”... Wszystkie karty opatrzone są rysunkiem i opisem doskonale tłumaczącym jej działanie. Oczywiście nic tu nie jest na poważnie, a sam autor zachęca by jak najbardziej przeszkadzać innym graczom i szyderczo się z tego śmiać.
Najlepiej od 3 do (podobno) 6 graczy, ale przyznaje, że grałam w dwie osoby oraz w więcej niż 6. Cena około 60 zł.

  Magiczny miecz / Magia i Miecz

Zdecydowanie najstarsza gra z tu przedstawionych. I to jest właśnie przykład na to, że genialne gry powstawały już lata temu. Osobiście grałam tylko w Magiczny miecz, ale jest to siostrzana wersja gry Magia i miecz. Wyglądają bardzo podobnie i polegają na tym samym. Jestem bardzo zasmucona faktem, że parę lat temu zagubiła mi się gdzieś ta gra lub komuś ją oddałam... Teraz bardzo chętnie bym do niej powróciła, ale Magiczny miecz nie jest obecnie nigdzie dostępny. Polecam dlatego zapoznanie się z jedną z wersji gry Magia i miecz.
W grze wybieramy postać, którą chcemy się poruszać i rozwijamy ją chodząc po kilkupoziomowej planszy. Spotykamy na swej drodze różne zdarzenia, dobre i złe postacie, a także innych graczy, którzy nie muszą być do nas dobrze nastawieni. Gra kończy się, gdy stwierdzimy, że jesteśmy gotowi stawić czoła bestiom znajdującym się w centrum planszy.
Do gry zostały wydane różne dodatki, poszerzające planszę. Jednak nigdy w nie nie grałam.
Od 2 do 6 graczy. Magiczny miecz - niedostępny. Magia i Miecz - około 200 zł.


Ciekawa jestem czy znacie którąś z podanych przeze mnie gier. Może już jest waszym ulubieńcem, a może  jakaś inną macie mi do polecenia. Piszcie!

Wpadaj na mojego facebooka i google+!

21 września 2015

Polecę dziś ciekawy film - wrzesień!

Kolejna krótka notka o filmie z danego miesiąca. Nie wszystkie miały premierę w tym miesiącu, ale wybieram te, które teraz oglądałam (albo z jakiegoś powodu przypomniałam sobie o nich i warto je wspomnieć). Pierwsze dwa zdecydowanie konieczne do obejrzenia!

Sicario

Dwugodzinny, dobry dramat kryminalny. Film co prawda jest delikatnie rozwleczony i nie utrzymuje takiego samego napięcia w każdej minucie, ale jest warty zobaczenia. Agentka FBI (Emily Blunt) bierze udział w operacji zlikwidowania bossa meksykańskiego kartelu narkotykowego. Jednak to nie wszystko, co dzieje się w tym filmie, który jest tak wielowątkowy, że można by na tej podstawie zrobić porządny serial.
Sicario miał momenty słabe, ale miał też takie, w których serce miałam w gardle, a minuty pełne napięcia wydawały mi się nieskończenie długie. Obserwujemy nie tylko walkę z kartelem narkotykowym, morderstwa, operacje policyjne, ale także tajemnice i działania na boku o dyskusyjnej moralności.
W rolach głównej także Benicio del Toro i Josh Brolin.


Snajper

Tematycznie odrobinę podobny film do poprzedniego. Tym razem jednak dzielni amerykanie nie walczą z mafią narkotykową a terrorystami. Snajper to film Clinta Eastwooda opowiadający historię kariery wojskowej i życia osobistego Chrisa Kyle'a (Bradley Cooper), najlepszego snajpera w historii elitarnej jednostki Navy SEALs. 
W filmie pokazana jest motywacja do zaciągnięcia się do wojska i kolejne odbywane misje. W między czasie snajper poznaje swoją żonę (Sienna Miller), dzięki czemu oglądamy nie tylko wydarzenia na misjach (strzelaniny, zabójstwa, także na dzieciach), ale także tragedie rodziny, kobiety i dzieci. Film zrobił na mnie całkiem spore wrażenie. Dzięki temu, że nie pokazuje jedynie życia wojennego i sukcesów żołnierza, ale także życie domowe weterana, obrazuje dany problem jeszcze lepiej. Chociaż już w trakcie misji widać, że nie jest to łatwa rola. A żołnierzem jest się do końca życia. Całkiem trafnie pasuje tu dość zabawne zdanie „co się zobaczy, nie da się od zobaczyć”.
Jako ciekawostkę dodam, że w filmie występuje prawdziwy żołnież Navy SEALs Kevin Lacz, który był nie tylko konsultantem podczas produkcji filmu, ale także uczył Bradleya Coopera obsługi karabinu snajperskiego. Ponadto Kevin służył wraz z Chrisem Kyle'm (tytułowym snajperem) w Iraku...

Diabeł

Ostatni film w tym miesiącu to coś na rozluźnienie tej ciężkiej atmosfery (mimo, że jest to horror). Diabeł to bardzo klaustrofobiczny film, 95% fabuły rozgrywa się w zamkniętej windzie. Zostaje tam uwięzionych pięcioro przypadkowych osób. Wydawało by się, że jedyne co im grozi to upadek. Nic bardziej mylnego! Każdy z nas może mieć coś na sumieniu i nie wiemy, kiedy zostaniemy z tego rozliczeni.
Film ogląda się z zainteresowaniem. Nie ma tu abstrakcyjnych potworów biegających za drętwymi bohaterami. Nie wiadomo skąd nadchodzi zło i co się za nim kryje. Mała przestrzeń windy powoduje, że jeszcze bardziej chcemy wiedzieć, co tam się dzieje. Zwłaszcza, gdy ludzie zaczynają ginąć...
Diabeł bardzo mnie wciągnął i chociaż nie był zrealizowany na jakimś wybitnym poziomie uważam, że warto wziąć go pod uwagę wybierając film na wieczorny seans.

Ciekawa jestem jakie wy filmy oglądaliście w tym miesiącu. Możecie polecić coś w komentarzu, chętnie poczytam. A może widzieliście już tytuły, które tu przedstawiam? Piszcie! :)

07 września 2015

Kocham kozy ma pół roku! (DUŻO LINKÓW)

Nic wielkiego się w moim życiu nie zmieniło, blog nie zawojował świata. A ostatnio zamiast więcej czasu mam go mniej. I niestety nie zrobiłam tego co chciałam zrobić, a wiele wpisów czeka na dopracowanie. Spróbuję to jednak nadrobić, a teraz zaprezentuję zestawienie najpopularniejszych wpisów tego półrocza. Zapraszam!

Niekwestionowany numer 1:

Dlaczego nie boję się kupować na Allegro (chociaż nie zawsze lubię)?

 

Kolejne dwa miejsca zajął Woodstock:

BRUDstock? Cala prawda o WOODSTOCKU! #lovewoodstock

 

Jak przeżyć Woodstock za 150 zł? #lovewoodstock

 

Numer 4 to spokojny, zupełnie nieplanowany wpis:

Gdy spędzasz weekend na wsi...

 

Miejsce w piątce zamyka jeden z moich pierwszych wpisów: 

Szepty "Żywych trupów" (słuchowisko) - #2 Coś fajnego!



Wyróżnienie należą się dla jeszcze dwóch wpisów, które deptały pierwszej piątce po piętach! Co mnie cieszy to także wpisy z Coś fajnego:

Shameless - #5 Coś fajnego!
DIE UNDERWOOD - #14 Coś fajnego! (DUŻO ZDJĘĆ I MUZYKI)


Chciałabym w najbliższym czasie zrobić też przegląd tekstów, które nie zyskały takiej popularności na jaką, według mnie, zasługują. To będzie oczywiście czysto subiektywne. Zbiorę te wpisy, które uważam za szczególnie godne polecenia. Dziękuję za pierwsze pół roku. Pamiętaj, żeby wejść też na mojego facebooka i google+!

Zdjęcie pochodzi z www.freeimages.com.

02 lipca 2015

☼ Niezbędnik wakacyjny! ☼

Pierwszy lipcowy wpis musi dotyczyć wakacji! Wiem, że niektórzy już powyjeżdżali, ale inni być może planują coś dopiero w drugiej połowie lata. Mimo wszystko zapraszam do zapoznania się z moim małym poradnikiem, co zabrać ze sobą na wakacje. Niektóre rzeczy dotyczą bardziej biwakowego wyjazdu, ale myślę, że wszystkim można się zainspirować.

1. Mokre chusteczki i/lub żel antybakteryjny
Przydadzą się w wielu miejscach. Nie tylko, gdy wyjeżdżamy pod namiot. Małą paczkę mokrych chusteczek można mieć zawsze w torebce lub plecaku i chociażby wytrzeć nią twarz w ogromne upały. Ja zabieram zawsze dużą paczkę chusteczek dla niemowląt - są po pierwsze tańsze, ale ja naprawdę tyle ich zużywam.

2. Małe pojemności, uniwersalnych kosmetyków
Małe pojemniczki można w wielu miejscach kupić, ale ja po prostu pozbierałam pojemniczki po różnych próbkach i teraz przelewam w to szampon lub żel. Nie ma co brać pełnowymiarowych butelek i mało tego, że nosić zbędny ciężar i zajmować sobie miejsce w walizce, to jeszcze ryzykować, że cała zawartość wyleje nam się w podróży. Czasami tylko, zamiast małych buteleczek, zabieram ze sobą jakąś końcówkę kosmetyku, wtedy wiem też, że mogę go całego zużyć i nie wracać z pustym pojemnikiem.
Warto też pomyśleć, co jest tak naprawdę niezbędne na tygodniowy wyjazd. Nie musimy pakować miliarda kremów, odżywek i peelingów. Zróbmy sobie przerwę od tego nieustannego kosmetykowania się. ;) Dla mnie np. koniecznością jest zabranie odżywki do włosów, w przeciwnym wypadku mam okropne siano na głowie. Ale już obojętne mi czym je wcześniej umyje, albo czy żel pod prysznic pożyczę od faceta. Zamiast kremu od każdej części ciała biorę jeden, najczęściej krem do rąk, który używam do wszystkiego, jeżeli już mam taką potrzebę.
Przed wylaniem i otwarciem kosmetyków też można się ochronić - wystarczy zakleić nakrętki taśmą klejącą. ;)

3. Torba izotermiczna
Zawsze! Czy to pod namiot by nie ugotować całego żarcia, czy na jakikolwiek inny wyjazd by donieść na plażę chłodne napoje. Niezbędnik na lato!

4. Dmuchana mata/mata samopompująca się
To mój hit zeszłego lata, a może już dwóch lat? Jeśli chodzi o wyjazdy typowo biwakowe, albo o miejsca, w których nocujemy na podłodze, bo i tak się przecież zdarza, to nie żadne karimaty i dmuchane materace, a dmuchana mata, która łączy w sobie najlepsze cechy obu tych wynalazków. Karimata jest dla mnie za twarda, właściwie to chyba nigdy tak na samej karimacie nie spałam. Natomiast materace są cudowne! Jeżeli oczywiście nie są dziurawe, co bardzo rzadko się zdarza. Co prawda materac to nie jest jakiś ogromy wydatek, nawet jeśli traktuje się go jako jednorazową rzecz, ale wolę zabrać coś pewnego niż którejś nocy obudzić się na gołej ziemi... Tak więc dmuchane maty, które wielkością przypominają karimatę i są równie lekkie, są czymś dla mnie niezastąpionym. Teoretycznie są one samopompujące się i chociaż nie zawsze mi się to sprawdza, nie sprawia mi problemu napompowanie czegoś tak małego. A mimo niepozornej grubości są naprawdę wygodne! Może odstraszać jedynie cena (w niewielu miejscach znajdzie się coś poniżej 100zł), ale nie jest to jakiś kosmiczny wydatek za coś tak fajnego, co służy na lata.
Na swojej macie zdarzało mi się nawet czasem ćwiczyć w domu. ;)

5. Turystyczna mini butla gazowa
Kolejna typowo biwakowa rzecz, ale to było prawdziwe odkrycie. Na mój pierwszy Woodstock zabrałam ze sobą chyba najmniejszą butlę gazową do napełniania i chociaż to już był fajny bajer okazało się, że można mieć coś lepszego. Malutkie, jednorazowe butle gazowe, na które zakłada się palnik i można działać. Jest co naprawdę niewielka rzecz, w dodatku bardzo lekka i starcza na cały wyjazd dla kilku osób. Co prawda wodę gotuje się na tym dość długo, ale już podgrzać coś ze słoika można bardzo szybko. Tak więc w miejsca, gdzie nie zawsze można zrobić np. ognisko, polecam takie małe turystyczne kuchenki gazowe. Warto wiedzieć też, że nie wszędzie można te butle stosować. Chociażby wyżej wspomniany Woodstock zabrania ich. Ale na szczęście festiwalowe pole jest tak wielkie, że wystarczy nie być w samym centrum i róbta co chceta. ;) Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz! Zawsze trzeba uważać przy gotowaniu czy podgrzewaniu czegokolwiek. Jest to jednak otwarty ogień, gaz, upał, wiatr, a w lato często szumi alkohol - należy zachować ostrożność.

6. Mgiełka do ciała
Początkowo zapomniałam o tym, jakże ważnym punkcie. Niekoniecznie chodzi mi o takie zapachowe mgiełki, chociaż i to jest przyjemne, tylko o najzwyklejszą wodę, którą możemy spryskać swoją twarz i ciało, gdy upały są nie do zniesienia. Nie jest to aż tak bardzo niezbędna rzecz, ale uwierzcie, że zdarzają się chwile, gdy błaga się o taką mgiełkę. I to koniecznie musi być mgiełka, nie zwykły spryskiwacz, który całkowicie cię zmoczy, a delikatna mgiełka. Ja wykorzystuję po prostu buteleczkę po zużytej mgiełce zapachowej. Istnieją też wody termalne, ale mi na to szkoda kasy. Zwykła woda jest spoko!

To moje niezbędniki na letnie wyjazdy. Oczywiście w zależności od miejsca i długości pobytu, zabieram różne rzeczy. Mam nadzieję, że kogoś zainspiruję, a być może i mi ktoś coś jeszcze doradzi. Teraz pozostaje już tylko spakować się i wyruszyć w podróż! Powodzenia! ☼

Zdjęcia pochodzą z www.freeimages.com.

Wpadaj na facebooka i google+!

22 czerwca 2015

Top 12 NOWYCH seriali młodzieżowych! (część II)

Dzisiaj druga część zestawienia z piątku. Do pierwszej części możesz zajrzeć tutaj.

6 - Young & Hungry

ABC Family, (póki co) 2 sezony po 10 odcinków, od 2014. Sięgnęłam po ten serial, bo wyczytałam w opisie, że blogerka kulinarna zaczyna pracę u jakiegoś bogacza. Część się zgadza, ale niestety ta dziewczyna blogerką nie jest. Mimo to, Young & Hungry to dość zabawne perypetie średnio ogarniętej młodej kucharki, jej przyjaciółki, bogatego Josha Kaminskiego (nazwisko!), jego sprzątaczki oraz asystenta (w tej roli Rex Lee, czyli Lloyd z serialu Ekipa!). Postacie dogryzają sobie, romansują, randkują i odnoszą małe lub duże sukcesy i porażki. Nie jest to mega hit, ale całkiem znośny przerywnik.

  5 - Faking it

MTV, 1 sezon 8 odcinków, a 2 sezon póki co 10 odcinków (mid-season...), od 2014. Jeden wielki absurd. Tak mogę powiedzieć o tym serialu w trzech słowach. Bo zagłębiając się w fabułę można się tylko pogubić. Kto do cholery wpadł na to, żeby zdobyć popularność udając lesbijki?! O dziwo, ten sposób się sprawdza. Nawet jeśli robisz to, żeby wyrwać jakiegoś faceta. Serio... Pierwszy sezon był dla mnie bardzo średni. Raz jedna, raz druga dziewczyna mnie irytowała. Właściwie jedyną postacią, którą naprawdę polubiłam był ich znajomy gej. Sama tematyka mnie zaintrygowała, więc dotrwałam do końca sezonu, który na szczęście jest bardzo krótki. Sięgnęłam również po kolejny sezon, który jest według mnie lepszy. Wciąż mogę powiedzieć, że absurd goni absurd, ale przynajmniej nie nudzimy się. Wymyśl sobie jakiś specyficzny problem, a w przyszłości pewnie go tu zobaczymy. Bo udawanie lesbijek to mało.

4 - Inna

MTV, (najdłuższy serial w tym zestawieniu, bo ma aż) 4 sezony, od 2011. Bohaterkę spotyka wszystko co może być niezręczne. Wszystko. Wszyscy myślą, ze chciała popełnić samobójstwo, jest w konflikcie z matką, ma problemy z facetami (standard) i pisze bloga... Jest to serial o „typowej” amerykańskiej szkole. Powątpiewam w stwierdzenie, że cokolwiek w Stanach jest normalne. ;) Ale jest tu psychiczna pani pedagog, wściekłe nastolatki, które koniecznie muszą uprzykrzyć innym życie i kochana przyjaciółka przygotowana na wszystko. Inna wyszła zabawnie i jest dość nieskomplikowaną rozrywką, chociaż raz na jakiś czas pojawia się rzeczywisty problem.

3 - Jane by design

ABC Family, 18 odcinków. 2011-2012. Naprawdę super! Bardzo mnie zaskoczył. Młoda dziewczyna przez przypadek zostaje zatrudniona w świecie mody (aplikowała na inne stanowisko). Jest to jednak jej wymarzona praca i dziewczyna radzi sobie świetnie. W dodatku musi pogodzić życie zawodowe z życiem zwykłej licealistki, oraz utrzymać wszystko w tajemnicy. Otaczają ją ciekawe postacie, nie obędzie się też bez dylematu, jakiego faceta wybrać. Jej zmagania są interesujące. Nie jest to serial dla każdego, ale ja miałam ochotę na więcej.


2 - Druga Szansa

The CW, (zdecydowanie za krótki!) 2 sezony po 13 odcinków, (najstarszy serial w zestawieniu!) 2010-2011. Zastanawiałam się nad pierwszym i drugim miejscem, ale wydaje mi się, że dokonałam słusznego wyboru. Kolejny raz serial z Britt Robertson! :) Druga szansa nie jest typowo młodzieżowym serialem o imprezowaniu. Nastolatka Lux, mieszkająca w rodzinie zastępczej, chce się usamodzielnić, ale w tym celu musi dostać zgodę biologicznych rodziców. Odszukuje więc parę, która ją spłodziła i od teraz wszystko się zaczyna. Okazuje się, że jej matka jest znaną reporterką radiową, a ojciec... mieszka nad barem swojego własnego ojca. Para od dawna nie jest razem, ale teraz próbują naprawić relacje z córką. Jest to bardzo ciepły serial, który oglądałam z ogromną przyjemnością. Tylko trochę zawiodło mnie zakończenie. Ponieważ jest... zamknięte i kończy cały serial. A wielka szkoda, bo mogli pokazać dużo, dużo więcej. Druga szansa odstaje trochę tematyką od pozostałych seriali w tym zestawieniu, dlatego znajduje się jedynie na drugim miejscu. Ale być może zadowolą cię relacje nastolatki z chłopakiem i przyjaciółką, oraz jej inne nastoletnie wybory. ;)

1 - Finding Carter

MTV, póki co 2 sezony po 12 odcinków (mid-season...), od 2014. MTV to wypuściło? Przecież to jest świetne! Sam pomysł ryje banię: nastolatka dowiaduje się, że jej całe życie to kłamstwo, a kobieta, która ją wychowuje nie jest jej matką, tylko porywaczką... Jej życie legło w gruzach. Matka, którą kochała okazała się oszustką. Teraz dziewczyna trafia do swojej prawdziwej rodziny. Od razu wiadomo, że nie będzie to łatwe. Ci ludzie są dla niej zupełnie obcy, nawet siostra bliźniaczka (swoją drogą, dlaczego z uroczych bliźniaczek ze Skinsów zagrała tu tylko jedna siostra?)... 
Kłamstwo w Finding Carter nie dotyczy jedynie porwania dziewczyny, ale ogromu innych spraw. Ci ludzie mają naprawdę skomplikowane życie! Z przerażeniem można oglądać nie tylko reakcję nastolatki na tę totalną zmianę, ale także sytuację życiową rodziny, którą kilkanaście lat temu dotknęła ogromna tragedia, której skutki znoszą do dziś. Odnalezienie córki powinno być dla nich najszczęśliwszym momentem w życiu. Nie mogli wiedzieć, że sama zainteresowana nie będzie podzielać ich entuzjazmu.
Tematyka mnie bardzo zaintrygowała. W dodatku oglądając Finding Carter czułam, że to coś nowoczesnego i dynamicznego. Wiadomo, że są czasem jakieś przegięcia i nie jest to najlepszy serial na świecie, ale jak na taką młodzieżówkę to ogląda się świetnie. Naprawdę godne uwagi! Ach, i żeby nie było, że serial skupia się tylko na rodzinie, a miało być o nastolatkach... Nie martw się, wszystko tu jest: imprezy, alko i prawdziwe dylematy w stylu „z kim się bzyknąć”. W dalszym ciągu polecam.

To wszystko, jeśli chodzi o mnie i najnowsze (jakieś nowiutkie jeszcze są?) seriale młodzieżowe. Przynajmniej jeśli chodzi o coś, co jest starsze niż 5 lat. Z seriali, które zaczęły się wcześniej oglądałam: „Misfits”, „Glee”, „Pamiętniki wampirów” i oczywiście, wspominane w pierwszej części brytyjskie „Skins”. Przyznaję, że Pamiętniki wampirów uwielbiam, chociaż teraz są bardzo
pokręcone, a początkowo były bardzo głupie. Nie jest to też raczej typowy serial młodzieżowy, w takim znaczeniu, jak ja to rozumiem, ale tematyka (wampiry i inne dziwaki) chyba pasuje.
Również ogromnie wielbiłam Skins (polska nazwa Kumple... serio????). Pierwsze dwie serie to wręcz kochałam, a później bywało różnie, ale sentyment pozostał. Na pewno trzeba do tego serialu wrócić! Tym bardziej, że Skins miało tak mało odcinków w sezonie (10, to bardzo mało!). Brytyjczycy, dlaczego mi to robicie?!
Natomiast Misfits i Glee to dla mnie „dobre średniaki”. To znaczy, że są to niezłe zapychacze czasu, można obejrzeć, nie ma tragedii (zazwyczaj), ale z mojej strony też nie było zachwytów. Misfits to dzieło szaleńców: nastolatkowie o niezwykłych mocach, np. zmianieci. Nie każdy bowiem może latać.... Różne dziwactwa można przeżyć, zombie, niewidzialność, zabicie Hitlera, ale tu jest tego pełno i wszystko na raz. Misfits jest naprawdę pokręcone i to może kogoś zainteresować. Źle nie jest, tylko humor specyficzny.
Z Glee jest inna bajka. Serial ten nie interesował mnie fabularnie (jakiś chór nieudaczników), ale ostatecznie okazał się być całkiem miłym przerywnikiem. Kolejny raz się nie zachwycam, ale w sumie Glee to świetna baza muzyki i przypominajka hitów wszelkiej maści. To jest dla mnie największym ich plusem.

Tak więc powyżej nie tylko ranking 12, moim zdaniem, najlepszych najnowszych seriali młodzieżowych. Ale dodatkowo, krótka opinia na temat seriali odrobinę starszych, z przed 2010 roku. Przypominam, że pierwsza część zestawienia jest tu. Zapraszam jeszcze na mojego facebooka oraz google+.

19 czerwca 2015

Top 12 NOWYCH seriali młodzieżowych! (część I)

Lubię czasem zobaczyć coś mniej zobowiązującego. Obejrzałam trochę nowoczesnych produkcji młodzieżowych (myślę, że jeszcze mieszczę się w targecie. ;) ). Taki przerywnik, o którym często można dość szybko zapomnieć. Ale niektóre tytuły zaskakują i są warte polecenia. Poniżej przedstawiam listę całkiem nowych seriali młodzieżowych (najstarszy w zestawieniu jest z 2010 roku!). Oj, baaardzo się różnią od seriali tego rodzaju z przed 10 czy 20 lat.

Za seriale młodzieżowe uważam takie, które mówią o problemach nastolatków i są z nimi w rolach głównych. Wydawało by się, że problemy to zwykle skąd wziąć wódkę i gdzie imprezować, ale wciąż zdarzają się poważniejsze sytuacje i problemy rodzinne oparte nie tylko na kłótni matki z córką, bo ta chce zrobić sobie kolczyk w nosie. Dzisiaj pierwsza część zestawienia, kolejne tytuły w poniedziałek. Enjoy!

12 - SKINS US

MTV, 10 odcinków, 2011. Dawno oglądałam brytyjską wersję i jest to dla mnie jedyna wersja tego serialu, która powinna istnieć. Nie hejtuję wszystkich produkcji przerobionych na amerykańskie (przecież uwielbiam chociażby amerykańskie Shameless!), ale Skins to nie wypał. Może za bardzo przywiązałam się do tych brytyjskich dzieciaków niszczących sobie życie, a może po prostu amerykańskie MTV było bardzo nieudolne w przedstawieniu tego, co tak bardzo pokochałam w oryginale. Na szczęście skończyło się na jednym sezonie, to jedyny plus. Z tego co pamiętam, nie jest to nawet największa tragedia, ale po prostu NIE! Jeśli chcesz oglądać Skinsów i przekonać się sam, czy ich pokochasz, czy znienawidzisz, zapraszam do wersji brytyjskiej (z której w ogóle pochodzi parę gwiazd młodego pokolenia ;)).

11 - Happyland

MTV, 8 odcinków, 2014. Naprawdę nie uważam tego serialu za taki tragiczny. Poważnie zastanawiałam się nad wieloma pozycjami i nie jestem ich pewna. Wszystkie mają jakieś poważne wady. Ten na przykład był dość bzdurny - dziewczyna mieszka z matką w parku rozrywki, ponieważ kobieta pracuje w nim jako księżniczka. Do tej pory jeszcze wszystko brzmi ok i nawet przyjemnie się na to patrzyło. Ale zachowanie młodej matki, jej randeczki, tajemnice, faceci... Niby fajnie, bo można się wkręcić i zainteresować, ale jakoś było to bardziej irytujące niż intrygujące. Koniec mógł być odrobinę szokujący, ale dalszego ciągu niestety nie ma, więc ocena serialu pozostaje jako lekki zawód.

10 - Selfie

ABC, 13 odcinków, 2014. To było straszne. Denerwujące i w ogóle bez polotu. Laska, żyjąca niby w naszym świecie, gdzie facebook, instagram i te wszystkie snapchaty-sraty są na porządku dziennym, ale ona już nie umiała żyć w realu. I początkowo myślałam, że to może być całkiem ciekawe. Dziewczyna próbowała się zmienić, pomagał jej w tym kolega z pracy (no któż by pomyślał, że między nimi mogłoby coś być?!). Oczywiście w serialu sporo niezobowiązującego seksu i jakieś dziwaczne zachowania, bo dziewczyna uzależniona od facebooka i swoich internetowych fanów musi być nieokrzesana.

 9 - Niskozatrudnieni

MTV, 12 odcinków, 2012-2013. Nie zapowiadało się najgorzej, nie boję się produkcji MTV (ekhm... SERIALI, a nie wszystkich produkcji!). Młodzi ludzie, po studiach, z ambitnymi planami na przyszłość, a wychodzi... jak zwykle. Pomyślałam, że to może być jak moja rzeczywistość! Teraz szczerze mówiąc... nawet nie pamiętam dokładnie, co tam się działo. Trochę seksu, trochę pracy, ciąża, totalny średniak.
 

8 - The Nine Lives of Chloe King

ABC Family, 10 odcinków, 2011. Chloe nagle dostaje super moce i okazuje się, że nie jest zwykłym człowiekiem! Okazuje się, że należy do starożytnej rasy i jest dla nich bardzo istotną osobą. W dodatku śledzą ją mordercy. Jak tu być normalną nastolatką, zwłaszcza, że nie może całować facetów? Całkiem interesująca fabuła, chociaż nie jest to produkcja wysokich lotów. Wiele tajemnic zostaje nierozwiązanych, bo serial nie otrzymał kolejnego sezonu. Historia jest oparta na książce o takim samym tytule autorstwa Liz Braswell.

7 - Tajemny krąg

The CW, 22 odcinki, 2011-2012. Tajemnice, czarownice i intrygi. Dziewczyna po śmierci matki przeprowadza się do małego miasteczka. Tam grupa nastolatków wprowadzą ją w magiczny świat, o którym nie miała pojęcia. Zapowiadało się naprawdę ciekawie, zwłaszcza, że serial oparty jest na książce L. J. Smith, której zawdzięczam Pamiętniki wampirów (mam do nich słabość!). W dodatku główną rolę gra Britt Robertson, którą bardzo lubię, a w moim rankingu pojawi się jeszcze w jednym serialu. To jednak nie wystarczy, żebym wpadła w zachwyt. Mimo wszystko, szkoda, że serial nie miał kontynuacji, obejrzałabym.


Ciąg dalszy w poniedziałek, zapraszam! Druga część tutaj.