Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

26 października 2015

Polecę dziś ciekawy film - październik

Październik był dla mnie zdecydowanie miesiącem komedii. I to wyjątkowo wszystkie były całkiem fajne!

Agentka

Pierwszym filmem tego miesiąca jest Agentka, czyli komedia akcji. W rolach głównych Melissa McCarthy, Jason Statham i Jude Law. Tytułowa agentka to kobieta, która zazwyczaj pracuje za biurkiem w CIA pomagając innym agentom. Tym razem jednak sama zgłasza się do supertajnej misji. Nie jest świetnie wysportowana i nie wygląda zbyt profesjonalnie, dlatego spotykają ją różne nieprzyjemności, z czego wynikają oczywiście zabawne sytuacje.
Uwielbiam filmy z Jason'em Statham'em i właśnie na takie coś miałam ochotę. Agentka co prawda nie ma tyle testosteronu, jak inne produkcje z tym aktorem, ale to nie jest wcale minus. Chociaż sam Statham był w swoim żywiole, a jego postać jest rewelacyjna. I to właśnie dla niej zdecydowanie warto zobaczyć ten film. Ale ja ogólnie oceniam Agentkę pozytywnie, bo spędziłam przy niej miłe chwile, naprawdę mnie rozbawiła.

Polowanie na drużbów

W gruncie rzeczy to dość smutny film - główny bohater bierze ślub, ale nie ma żadnych przyjaciół, którzy mogliby zostać jego drużbami. Nawet jednego... Jego narzeczona z kolei jest popularna, dlatego chciałaby, żeby wesele było duże, a para młoda miała po 7 przyjaciół obok siebie. Przyszły pan młody musi natychmiast coś wykombinować i zgłasza się do profesjonalisty - faceta, który udaje drużbów na ślubach i weselach. Problem w tym, że mężczyzna jest jeden, a skolekcjonowanie całej grupy przyjaciół okazuje się niezwykle trudne. Rozpoczyna to szereg zabawnych sytuacji, bo nowi „przyjaciele” są niezwykle ciężcy do ogarnięcia. ;)
Polowanie na drużbów to naprawdę całkiem fajna komedia, w dodatku, jak się okazuje, z jakimś przesłaniem. Polecam ten film na wieczór, szczególnie w gronie znajomych.

Ekipa

Ekipa, czyli panowie ze świetnego serialu z plejadą gwiazd powracają! Oglądałam dawno temu serial Ekipa, który co prawda ostatnie sezony miał trochę słabsze, ale w ogólnym rozrachunku i tak był bardzo dobry.
Ekipa to przyjaciele towarzyszący stojącemu im na czele Hollywoodzkiemu aktorowi Vincentowi Chasowi. Wśród nich jest jego agent, brat, menadżer oraz świetny kumpel. Razem stawiają czoła Hollywoodzkim produkcjom filmowym i tamtejszym imprezom. Chociaż nie wszystko jest miłe i kolorowe Ekipa jest zdecydowanie komedią. Film przypadnie najbardziej do gustu głównie fanom serii, którzy ze zniecierpliwieniem czekali na jego premierę. Ale seans może być też pretekstem do zapoznania się z serialem. Muszę dodać, że w Ekipie występuje genialna postać - agent Ari Gold to osoba, która powinna dostać własny serial (coś jak Saul z Breaking Bad; ale Ari jest od niego dużo genialniejszy). Dla niego warto zobaczyć cały serial.

Gorący pościg

Komedia akcji z dwiema kobietami w roli głównej - nieogarniętą policjantką (Reese Witherspoon) i najgorętszym świadkiem koronnym (Sofia Vergara). Panie mają przed sobą długą i niebezpieczną wyprawę. Ale kto, jeśli nie one, miałby dać radę? W końcu w zanadrzu mają różne kobiece triki, którymi mogą rozbawić do łez niejednego złoczyńcę. 
Gorący pościg nie jest według mnie doskonałą komedią. Prawdopodobnie to najsłabszy film w całym zestawieniu. Mimo to oglądało się go całkiem przyjemnie, więc jego miejsce w filmach miesiąca nie jest przypadkowe. 

Zobacz też:
Filmy września!

21 września 2015

Polecę dziś ciekawy film - wrzesień!

Kolejna krótka notka o filmie z danego miesiąca. Nie wszystkie miały premierę w tym miesiącu, ale wybieram te, które teraz oglądałam (albo z jakiegoś powodu przypomniałam sobie o nich i warto je wspomnieć). Pierwsze dwa zdecydowanie konieczne do obejrzenia!

Sicario

Dwugodzinny, dobry dramat kryminalny. Film co prawda jest delikatnie rozwleczony i nie utrzymuje takiego samego napięcia w każdej minucie, ale jest warty zobaczenia. Agentka FBI (Emily Blunt) bierze udział w operacji zlikwidowania bossa meksykańskiego kartelu narkotykowego. Jednak to nie wszystko, co dzieje się w tym filmie, który jest tak wielowątkowy, że można by na tej podstawie zrobić porządny serial.
Sicario miał momenty słabe, ale miał też takie, w których serce miałam w gardle, a minuty pełne napięcia wydawały mi się nieskończenie długie. Obserwujemy nie tylko walkę z kartelem narkotykowym, morderstwa, operacje policyjne, ale także tajemnice i działania na boku o dyskusyjnej moralności.
W rolach głównej także Benicio del Toro i Josh Brolin.


Snajper

Tematycznie odrobinę podobny film do poprzedniego. Tym razem jednak dzielni amerykanie nie walczą z mafią narkotykową a terrorystami. Snajper to film Clinta Eastwooda opowiadający historię kariery wojskowej i życia osobistego Chrisa Kyle'a (Bradley Cooper), najlepszego snajpera w historii elitarnej jednostki Navy SEALs. 
W filmie pokazana jest motywacja do zaciągnięcia się do wojska i kolejne odbywane misje. W między czasie snajper poznaje swoją żonę (Sienna Miller), dzięki czemu oglądamy nie tylko wydarzenia na misjach (strzelaniny, zabójstwa, także na dzieciach), ale także tragedie rodziny, kobiety i dzieci. Film zrobił na mnie całkiem spore wrażenie. Dzięki temu, że nie pokazuje jedynie życia wojennego i sukcesów żołnierza, ale także życie domowe weterana, obrazuje dany problem jeszcze lepiej. Chociaż już w trakcie misji widać, że nie jest to łatwa rola. A żołnierzem jest się do końca życia. Całkiem trafnie pasuje tu dość zabawne zdanie „co się zobaczy, nie da się od zobaczyć”.
Jako ciekawostkę dodam, że w filmie występuje prawdziwy żołnież Navy SEALs Kevin Lacz, który był nie tylko konsultantem podczas produkcji filmu, ale także uczył Bradleya Coopera obsługi karabinu snajperskiego. Ponadto Kevin służył wraz z Chrisem Kyle'm (tytułowym snajperem) w Iraku...

Diabeł

Ostatni film w tym miesiącu to coś na rozluźnienie tej ciężkiej atmosfery (mimo, że jest to horror). Diabeł to bardzo klaustrofobiczny film, 95% fabuły rozgrywa się w zamkniętej windzie. Zostaje tam uwięzionych pięcioro przypadkowych osób. Wydawało by się, że jedyne co im grozi to upadek. Nic bardziej mylnego! Każdy z nas może mieć coś na sumieniu i nie wiemy, kiedy zostaniemy z tego rozliczeni.
Film ogląda się z zainteresowaniem. Nie ma tu abstrakcyjnych potworów biegających za drętwymi bohaterami. Nie wiadomo skąd nadchodzi zło i co się za nim kryje. Mała przestrzeń windy powoduje, że jeszcze bardziej chcemy wiedzieć, co tam się dzieje. Zwłaszcza, gdy ludzie zaczynają ginąć...
Diabeł bardzo mnie wciągnął i chociaż nie był zrealizowany na jakimś wybitnym poziomie uważam, że warto wziąć go pod uwagę wybierając film na wieczorny seans.

Ciekawa jestem jakie wy filmy oglądaliście w tym miesiącu. Możecie polecić coś w komentarzu, chętnie poczytam. A może widzieliście już tytuły, które tu przedstawiam? Piszcie! :)

29 czerwca 2015

iZombie - #13 Coś fajnego!

Śmierć, krew i jedzenie mózgów, czyli nowy serial o zombie! I to coś zupełnie innego od „The Walking Dead”, które potrafi irytować. Lubię abstrakcyjne tematy, wampiry, zombie, dlatego z chęcią zobaczyłam, cóż to nowego powstało.

Wpis o tym serialu pojawia się w poniedziałek, a nie na koniec tygodnia, bo i tak miał się pojawić już dosyć dawno... Pierwszy sezon iZombie miał 13 odcinków i skończył się na początku czerwca. Mogę więc wyrazić opinię o pewnej skończonej całości.

iZombie opowiada o Liv Moore, która po imprezie na łodzi zapragnęła jeść mózgi... I byłaby to kolejna typowa historia o zabijaniu zombie, ale dziewczyna jest główną bohaterką serialu i śledzimy jej poczynania. Co więcej, jest w stanie normalnie żyć w społeczeństwie! Z tą jedną małą różnicą, że czasami musi się pożywić... mózgiem. Wybiera więc pracę w kostnicy, gdzie nieustannie ma dostęp do świeżych obiadków.

Liv to nie tylko „zwykłe zombie”. Po zjedzeniu czyjegoś mózgu ma wizje i widzi ostatnie wspomnienia zmarłego. Dzięki temu może pomagać policji w rozwiązywaniu tajemniczych morderstw. A serial zaczyna robić się ciekawy.

Oczywiście świat nie jest taki kolorowy i Liv nie jest jedynym zombie na świecie. Każdy musi przecież zdobywać pożywienie, a nie wszyscy szanują ludzkie życie jak główna bohaterka.

Jeśli lubisz zombie i kryminalne zagadki oraz przymkniesz oko na wszelkie abstrakcje i niedopowiedzenia to iZombie powinien naprawdę przypaść ci do gustu. Mi podoba się także komiksowość tego serialu. iZombie jest oparty na komiksie i twórcy wplatają czasami poszczególne kadry do serialu.

13 odcinków to wystarczająco na wprowadzenie nas w fabułę serialu, ale chce się zobaczyć zdecydowanie więcej. Czekam na sezon drugi!

Zobacz też: Szepty "Żywych trupów" (słuchowisko) - #2 Coś fajnego!

22 czerwca 2015

Top 12 NOWYCH seriali młodzieżowych! (część II)

Dzisiaj druga część zestawienia z piątku. Do pierwszej części możesz zajrzeć tutaj.

6 - Young & Hungry

ABC Family, (póki co) 2 sezony po 10 odcinków, od 2014. Sięgnęłam po ten serial, bo wyczytałam w opisie, że blogerka kulinarna zaczyna pracę u jakiegoś bogacza. Część się zgadza, ale niestety ta dziewczyna blogerką nie jest. Mimo to, Young & Hungry to dość zabawne perypetie średnio ogarniętej młodej kucharki, jej przyjaciółki, bogatego Josha Kaminskiego (nazwisko!), jego sprzątaczki oraz asystenta (w tej roli Rex Lee, czyli Lloyd z serialu Ekipa!). Postacie dogryzają sobie, romansują, randkują i odnoszą małe lub duże sukcesy i porażki. Nie jest to mega hit, ale całkiem znośny przerywnik.

  5 - Faking it

MTV, 1 sezon 8 odcinków, a 2 sezon póki co 10 odcinków (mid-season...), od 2014. Jeden wielki absurd. Tak mogę powiedzieć o tym serialu w trzech słowach. Bo zagłębiając się w fabułę można się tylko pogubić. Kto do cholery wpadł na to, żeby zdobyć popularność udając lesbijki?! O dziwo, ten sposób się sprawdza. Nawet jeśli robisz to, żeby wyrwać jakiegoś faceta. Serio... Pierwszy sezon był dla mnie bardzo średni. Raz jedna, raz druga dziewczyna mnie irytowała. Właściwie jedyną postacią, którą naprawdę polubiłam był ich znajomy gej. Sama tematyka mnie zaintrygowała, więc dotrwałam do końca sezonu, który na szczęście jest bardzo krótki. Sięgnęłam również po kolejny sezon, który jest według mnie lepszy. Wciąż mogę powiedzieć, że absurd goni absurd, ale przynajmniej nie nudzimy się. Wymyśl sobie jakiś specyficzny problem, a w przyszłości pewnie go tu zobaczymy. Bo udawanie lesbijek to mało.

4 - Inna

MTV, (najdłuższy serial w tym zestawieniu, bo ma aż) 4 sezony, od 2011. Bohaterkę spotyka wszystko co może być niezręczne. Wszystko. Wszyscy myślą, ze chciała popełnić samobójstwo, jest w konflikcie z matką, ma problemy z facetami (standard) i pisze bloga... Jest to serial o „typowej” amerykańskiej szkole. Powątpiewam w stwierdzenie, że cokolwiek w Stanach jest normalne. ;) Ale jest tu psychiczna pani pedagog, wściekłe nastolatki, które koniecznie muszą uprzykrzyć innym życie i kochana przyjaciółka przygotowana na wszystko. Inna wyszła zabawnie i jest dość nieskomplikowaną rozrywką, chociaż raz na jakiś czas pojawia się rzeczywisty problem.

3 - Jane by design

ABC Family, 18 odcinków. 2011-2012. Naprawdę super! Bardzo mnie zaskoczył. Młoda dziewczyna przez przypadek zostaje zatrudniona w świecie mody (aplikowała na inne stanowisko). Jest to jednak jej wymarzona praca i dziewczyna radzi sobie świetnie. W dodatku musi pogodzić życie zawodowe z życiem zwykłej licealistki, oraz utrzymać wszystko w tajemnicy. Otaczają ją ciekawe postacie, nie obędzie się też bez dylematu, jakiego faceta wybrać. Jej zmagania są interesujące. Nie jest to serial dla każdego, ale ja miałam ochotę na więcej.


2 - Druga Szansa

The CW, (zdecydowanie za krótki!) 2 sezony po 13 odcinków, (najstarszy serial w zestawieniu!) 2010-2011. Zastanawiałam się nad pierwszym i drugim miejscem, ale wydaje mi się, że dokonałam słusznego wyboru. Kolejny raz serial z Britt Robertson! :) Druga szansa nie jest typowo młodzieżowym serialem o imprezowaniu. Nastolatka Lux, mieszkająca w rodzinie zastępczej, chce się usamodzielnić, ale w tym celu musi dostać zgodę biologicznych rodziców. Odszukuje więc parę, która ją spłodziła i od teraz wszystko się zaczyna. Okazuje się, że jej matka jest znaną reporterką radiową, a ojciec... mieszka nad barem swojego własnego ojca. Para od dawna nie jest razem, ale teraz próbują naprawić relacje z córką. Jest to bardzo ciepły serial, który oglądałam z ogromną przyjemnością. Tylko trochę zawiodło mnie zakończenie. Ponieważ jest... zamknięte i kończy cały serial. A wielka szkoda, bo mogli pokazać dużo, dużo więcej. Druga szansa odstaje trochę tematyką od pozostałych seriali w tym zestawieniu, dlatego znajduje się jedynie na drugim miejscu. Ale być może zadowolą cię relacje nastolatki z chłopakiem i przyjaciółką, oraz jej inne nastoletnie wybory. ;)

1 - Finding Carter

MTV, póki co 2 sezony po 12 odcinków (mid-season...), od 2014. MTV to wypuściło? Przecież to jest świetne! Sam pomysł ryje banię: nastolatka dowiaduje się, że jej całe życie to kłamstwo, a kobieta, która ją wychowuje nie jest jej matką, tylko porywaczką... Jej życie legło w gruzach. Matka, którą kochała okazała się oszustką. Teraz dziewczyna trafia do swojej prawdziwej rodziny. Od razu wiadomo, że nie będzie to łatwe. Ci ludzie są dla niej zupełnie obcy, nawet siostra bliźniaczka (swoją drogą, dlaczego z uroczych bliźniaczek ze Skinsów zagrała tu tylko jedna siostra?)... 
Kłamstwo w Finding Carter nie dotyczy jedynie porwania dziewczyny, ale ogromu innych spraw. Ci ludzie mają naprawdę skomplikowane życie! Z przerażeniem można oglądać nie tylko reakcję nastolatki na tę totalną zmianę, ale także sytuację życiową rodziny, którą kilkanaście lat temu dotknęła ogromna tragedia, której skutki znoszą do dziś. Odnalezienie córki powinno być dla nich najszczęśliwszym momentem w życiu. Nie mogli wiedzieć, że sama zainteresowana nie będzie podzielać ich entuzjazmu.
Tematyka mnie bardzo zaintrygowała. W dodatku oglądając Finding Carter czułam, że to coś nowoczesnego i dynamicznego. Wiadomo, że są czasem jakieś przegięcia i nie jest to najlepszy serial na świecie, ale jak na taką młodzieżówkę to ogląda się świetnie. Naprawdę godne uwagi! Ach, i żeby nie było, że serial skupia się tylko na rodzinie, a miało być o nastolatkach... Nie martw się, wszystko tu jest: imprezy, alko i prawdziwe dylematy w stylu „z kim się bzyknąć”. W dalszym ciągu polecam.

To wszystko, jeśli chodzi o mnie i najnowsze (jakieś nowiutkie jeszcze są?) seriale młodzieżowe. Przynajmniej jeśli chodzi o coś, co jest starsze niż 5 lat. Z seriali, które zaczęły się wcześniej oglądałam: „Misfits”, „Glee”, „Pamiętniki wampirów” i oczywiście, wspominane w pierwszej części brytyjskie „Skins”. Przyznaję, że Pamiętniki wampirów uwielbiam, chociaż teraz są bardzo
pokręcone, a początkowo były bardzo głupie. Nie jest to też raczej typowy serial młodzieżowy, w takim znaczeniu, jak ja to rozumiem, ale tematyka (wampiry i inne dziwaki) chyba pasuje.
Również ogromnie wielbiłam Skins (polska nazwa Kumple... serio????). Pierwsze dwie serie to wręcz kochałam, a później bywało różnie, ale sentyment pozostał. Na pewno trzeba do tego serialu wrócić! Tym bardziej, że Skins miało tak mało odcinków w sezonie (10, to bardzo mało!). Brytyjczycy, dlaczego mi to robicie?!
Natomiast Misfits i Glee to dla mnie „dobre średniaki”. To znaczy, że są to niezłe zapychacze czasu, można obejrzeć, nie ma tragedii (zazwyczaj), ale z mojej strony też nie było zachwytów. Misfits to dzieło szaleńców: nastolatkowie o niezwykłych mocach, np. zmianie płci. Nie każdy bowiem może latać.... Różne dziwactwa można przeżyć, zombie, niewidzialność, zabicie Hitlera, ale tu jest tego pełno i wszystko na raz. Misfits jest naprawdę pokręcone i to może kogoś zainteresować. Źle nie jest, tylko humor specyficzny.
Z Glee jest inna bajka. Serial ten nie interesował mnie fabularnie (jakiś chór nieudaczników), ale ostatecznie okazał się być całkiem miłym przerywnikiem. Kolejny raz się nie zachwycam, ale w sumie Glee to świetna baza muzyki i przypominajka hitów wszelkiej maści. To jest dla mnie największym ich plusem.

Tak więc powyżej nie tylko ranking 12, moim zdaniem, najlepszych najnowszych seriali młodzieżowych. Ale dodatkowo, krótka opinia na temat seriali odrobinę starszych, z przed 2010 roku. Przypominam, że pierwsza część zestawienia jest tu. Zapraszam jeszcze na mojego facebooka oraz google+.

19 czerwca 2015

Top 12 NOWYCH seriali młodzieżowych! (część I)

Lubię czasem zobaczyć coś mniej zobowiązującego. Obejrzałam trochę nowoczesnych produkcji młodzieżowych (myślę, że jeszcze mieszczę się w targecie. ;) ). Taki przerywnik, o którym często można dość szybko zapomnieć. Ale niektóre tytuły zaskakują i są warte polecenia. Poniżej przedstawiam listę całkiem nowych seriali młodzieżowych (najstarszy w zestawieniu jest z 2010 roku!). Oj, baaardzo się różnią od seriali tego rodzaju z przed 10 czy 20 lat.

Za seriale młodzieżowe uważam takie, które mówią o problemach nastolatków i są z nimi w rolach głównych. Wydawało by się, że problemy to zwykle skąd wziąć wódkę i gdzie imprezować, ale wciąż zdarzają się poważniejsze sytuacje i problemy rodzinne oparte nie tylko na kłótni matki z córką, bo ta chce zrobić sobie kolczyk w nosie. Dzisiaj pierwsza część zestawienia, kolejne tytuły w poniedziałek. Enjoy!

12 - SKINS US

MTV, 10 odcinków, 2011. Dawno oglądałam brytyjską wersję i jest to dla mnie jedyna wersja tego serialu, która powinna istnieć. Nie hejtuję wszystkich produkcji przerobionych na amerykańskie (przecież uwielbiam chociażby amerykańskie Shameless!), ale Skins to nie wypał. Może za bardzo przywiązałam się do tych brytyjskich dzieciaków niszczących sobie życie, a może po prostu amerykańskie MTV było bardzo nieudolne w przedstawieniu tego, co tak bardzo pokochałam w oryginale. Na szczęście skończyło się na jednym sezonie, to jedyny plus. Z tego co pamiętam, nie jest to nawet największa tragedia, ale po prostu NIE! Jeśli chcesz oglądać Skinsów i przekonać się sam, czy ich pokochasz, czy znienawidzisz, zapraszam do wersji brytyjskiej (z której w ogóle pochodzi parę gwiazd młodego pokolenia ;)).

11 - Happyland

MTV, 8 odcinków, 2014. Naprawdę nie uważam tego serialu za taki tragiczny. Poważnie zastanawiałam się nad wieloma pozycjami i nie jestem ich pewna. Wszystkie mają jakieś poważne wady. Ten na przykład był dość bzdurny - dziewczyna mieszka z matką w parku rozrywki, ponieważ kobieta pracuje w nim jako księżniczka. Do tej pory jeszcze wszystko brzmi ok i nawet przyjemnie się na to patrzyło. Ale zachowanie młodej matki, jej randeczki, tajemnice, faceci... Niby fajnie, bo można się wkręcić i zainteresować, ale jakoś było to bardziej irytujące niż intrygujące. Koniec mógł być odrobinę szokujący, ale dalszego ciągu niestety nie ma, więc ocena serialu pozostaje jako lekki zawód.

10 - Selfie

ABC, 13 odcinków, 2014. To było straszne. Denerwujące i w ogóle bez polotu. Laska, żyjąca niby w naszym świecie, gdzie facebook, instagram i te wszystkie snapchaty-sraty są na porządku dziennym, ale ona już nie umiała żyć w realu. I początkowo myślałam, że to może być całkiem ciekawe. Dziewczyna próbowała się zmienić, pomagał jej w tym kolega z pracy (no któż by pomyślał, że między nimi mogłoby coś być?!). Oczywiście w serialu sporo niezobowiązującego seksu i jakieś dziwaczne zachowania, bo dziewczyna uzależniona od facebooka i swoich internetowych fanów musi być nieokrzesana.

 9 - Niskozatrudnieni

MTV, 12 odcinków, 2012-2013. Nie zapowiadało się najgorzej, nie boję się produkcji MTV (ekhm... SERIALI, a nie wszystkich produkcji!). Młodzi ludzie, po studiach, z ambitnymi planami na przyszłość, a wychodzi... jak zwykle. Pomyślałam, że to może być jak moja rzeczywistość! Teraz szczerze mówiąc... nawet nie pamiętam dokładnie, co tam się działo. Trochę seksu, trochę pracy, ciąża, totalny średniak.
 

8 - The Nine Lives of Chloe King

ABC Family, 10 odcinków, 2011. Chloe nagle dostaje super moce i okazuje się, że nie jest zwykłym człowiekiem! Okazuje się, że należy do starożytnej rasy i jest dla nich bardzo istotną osobą. W dodatku śledzą ją mordercy. Jak tu być normalną nastolatką, zwłaszcza, że nie może całować facetów? Całkiem interesująca fabuła, chociaż nie jest to produkcja wysokich lotów. Wiele tajemnic zostaje nierozwiązanych, bo serial nie otrzymał kolejnego sezonu. Historia jest oparta na książce o takim samym tytule autorstwa Liz Braswell.

7 - Tajemny krąg

The CW, 22 odcinki, 2011-2012. Tajemnice, czarownice i intrygi. Dziewczyna po śmierci matki przeprowadza się do małego miasteczka. Tam grupa nastolatków wprowadzą ją w magiczny świat, o którym nie miała pojęcia. Zapowiadało się naprawdę ciekawie, zwłaszcza, że serial oparty jest na książce L. J. Smith, której zawdzięczam Pamiętniki wampirów (mam do nich słabość!). W dodatku główną rolę gra Britt Robertson, którą bardzo lubię, a w moim rankingu pojawi się jeszcze w jednym serialu. To jednak nie wystarczy, żebym wpadła w zachwyt. Mimo wszystko, szkoda, że serial nie miał kontynuacji, obejrzałabym.


Ciąg dalszy w poniedziałek, zapraszam! Druga część tutaj.

04 maja 2015

Nie oglądam telewizji!

Zdjęcie pochodzi z www.freeimages.com.
Gdy kiedyś ktoś tak mówił, patrzyło się na niego z podziwem i niedowierzaniem. Teraz jest to podobno powszechna moda. Jak widać i ja za nią podążam, bo od lat do telewizora nie siadam. Nie twierdzę, że leżenie z pilotem przed telewizorem nie może być przyjemnym lenistwem, ale przestało mnie to bawić lata temu. 

Potrafiłam kiedyś spędzać godziny w ten sposób. Często zajmując się czymś innym, a telewizja była jedynie zapychaczem. Tłem, który sprawiał, że wszystko robiłam wolniej i mniej efektywnie. Owszem, to jasne, że obecnie spędzam godziny w sieci, także często tracąc czas. Ale w internecie nie muszę słuchać miliona okropnych reklam i tracić dodatkowego czas w trakcie mojego „tracenia czasu”.

Telewizja to przeżytek. Kompletnie nic mnie w niej nie interesuje (poza pewnymi wyjątkami). Nie chcę oglądać żadnych wiadomości, prognozy pogody, głupich teleturniejów, polskich seriali, ani filmów, które są wyświetlane o konkretnych godzinach. W dodatku na to wszystko musiałabym wygospodarować dużo więcej czasu, bo przecież porcja reklam musi wpaść do głowy w gratisie. Wszelkie programy, które mnie interesują (a jest tego naprawdę mało) mogę obejrzeć legalnie na playerach. I co prawda wtedy także zobaczę reklamy, ale jest różnica czy będą to 2 minuty, czy 20... W dodatku obejrzę to w dogodnej dla siebie porze. Wydaje mi się dziwaczne i bardzo nienaturalne, żebyśmy żyli pod dyktando telewizji.

Przy komputerze jesteśmy wielozadaniowi. Może to źle, bo świadczy o tym, że nie jesteśmy w stanie skupić się długo na jednej czynności. Ale tak czy siak, w trakcie oglądania czy słuchania czegoś, możemy robić też inne rzeczy. W dodatku w każdej chwili możemy zrobić przerwę. Nie musimy też wysłuchiwać wszystkich wiadomości, tylko wybrać te, które naprawdę nas interesują.

Słuchanie tego, co nadaje telewizor drażni mnie. W kółko przewijają się te same reklamy czy programy, których nie jestem w stanie słuchać, bo doprowadzają mnie do szału. Jestem naprawdę do tyłu jeśli chodzi o jakieś „telewizyjne hity”, w stylu „Pamiętniki z wakacji”, „Szkoła” czy „Celebrity Splash!”... Dociera do mnie tylko to, co trafi do internetu. Chociaż w necie też jest pełno gówna, sama wybieram w jakie linki wchodzę. I naprawdę dobrze się z tym czuję.

10 kwietnia 2015

Shameless - #5 Coś fajnego!

W końcu zobaczyłam piąty, najnowszy sezon Shameless i chociaż ten nie urwał mi jaj, serial i tak jest moim ulubieńcem. I to bardzo zasłużenie.

Ciężko było mi kiedyś zrozumieć jak taki serial może być hitem. Zapijaczony ojciec i duża patologiczna rodzina, a dla kogoś to wyborna rozrywka? Gdy sięgnęłam w końcu po pierwszy sezon, wszelkie moje wątpliwości zostały rozwiane. Dla mnie mocne strony serialu to rzeczywistość i jego tempo. Tam się dzieje mnóstwo rzeczy! Jest wiele postaci, a każdy ma swój wątek.

„Głowa rodziny” - Frank to stary pijak, ale nie taki, który siedzi w domu i tłucze dzieci. A taki, który jest potworny, okrada wszystkich, przepija całą kasę, nie dba o nikogo. Chociaż czasem pokazują jego dobrą stronę, ogólnie to typowy dupek. Fiona - najstarsze dziecko (w tej roli piękna Emmy Rossum!), dba o rodzinę, stara się zapewnić im podstawowe dobra, ale sama ma dość nie po kolei w głowie i często wpada w różne gówna. Lip - najstarszy syn. Uwielbiam tego gościa, jest popieprzony jak każdy Gallagher, ale czasem kieruje się pewnego rodzaju rozsądkiem. Ian - młodszy brat, gej. Od początku podobały mi się momenty tej męskiej miłości homoseksualnej i nie lubię, gdy Ian zbacza z tej drogi. Super koleś, szkoda, że ostatnio jego losy toczą się tak smutno... Debby - młodsza siostra, która wydaje się „najnudniejsza” ze wszystkich, jej problemy często są ignorowane, uważana jest za mega dziecinną i odstaje trochę od rówieśników. Chociaż w najnowszym sezonie bardzo dużo rzeczy się zmienia. Carl - kolejny młodszy brat to taki mały chłopaczek-zabijaka, dosyć ciężko mi go lubić, ale należy do rodziny. I myślę, że w kolejnym sezonie może popalić. Liczę na to! A najmłodsze dziecko to mulatek Liam, który jest przeuroczy, chociaż nie gra żadnej dużej roli. ♥

Powyżej przedstawiłam (prawie) całą rodzinkę. Matka to chora psychicznie kobieta, nie wychowuje z Frankiem (HAHAHA) dzieci... W serialu dużo więcej osób odgrywa istotną rolę, ale to Gallagherowie są głównymi postaciami. To ich poczynania, stosunki, kradzieże, bijatyki, porażki i niewielkie sukcesy oglądamy. A więc skoro to taka patologia, wóda, narkotyki i wszystkie inne nielegalne zachowania, okraszone przekleństwami i mnóstwem (także, a może zwłaszcza przygodnego) seksu, to czym my się zachwycamy? Ano naprawdę Gallagherów da się lubić. Ba, pokochać nawet! Łatwo zżyć się z takimi prawdziwymi bohaterami, którzy nie wiele udają. Nawet nie potrafią udawać, żyją tak jak umieją. Polubiłam ich i chętnie bym się z nimi zakumplowała. Chociaż związki z nimi raczej ciężko tworzyć.


Shameless jest też świetnie zrealizowanym serialem. Montaż nie gubi nas nigdzie w tych wszystkich wątkach. Fajnie wymyślili też przypomnienie, co było w poprzednim odcinku. Zamiast lektora mówiącego „poprzednio w Shameless” widzimy krótką scenkę, w której jedna z postaci, będąc w swojej normalnej serialowej sytuacji, mówi nam, że nawet ona dała radę obejrzeć poprzedni odcinek, więc jakie my mamy wytłumaczenie. To całkiem przyjemny i zabawny motyw. Jedyny minus serialu jest taki... że ma tylko 12 odcinków w sezonie i nie ważne, że trwają prawie godzinę. To i tak zdecydowanie za mało.

Zaczynając swoją przygodę z Shameless porównałam go do najlepszego według mnie serialu ever, czyli Six Feet Under (na pewno kiedyś jeszcze o nim napiszę, jak tylko zabiorę się za niego ponownie). I chociaż fabularnie nie mają ze sobą nic wspólnego poza przedstawieniem życia jakieś rodziny. Oba są bardzo realistyczne. Bardziej, niż takie najzwyklejsze, nudne seriale. To te nudy przekłamują rzeczywistość. A chociaż Shameless i Six Feet Under przerysowują pewne aspekty, gdy to oglądasz to myślisz „dokładnie tak jest!”.
Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony na facebooku Shameless.

18 marca 2015

Top 10 wampirzych cech!

Wampiry już na stałe zagościły w kulturze popularnej. I nie ważne, że żywią się ludźmi, czasem mają ochotę pozabijać setki z nas i generalnie uważają się za lepszy gatunek, za wieloma wampirami kobiety i tak ustawiałyby się w kolejce. Pociąga nas w nich ich władczość i niedostępność.

Poniżej zestawienie 10 najlepszych według mnie wampirzych cech. Wybrałam oczywiście te pozytywne i pomieszałam je całkowicie z różnych światów, zapraszam. Bo fajnie jest być wampirem!

10. Uroda i styl
Nie wszystkie, ale chyba większość współczesnych wampirów, jest nieskazitelnie piękna i olśniewa swoim blaskiem wszystkich wokół. Chociaż posiadanie idealnego wyglądu może być fajne, nie jest niezbędne. Zwłaszcza, gdy mamy jeszcze inne super-cechy.
Jakimś cudem wiele wampirów jest też obrzydliwie bogatych. Wspominam o tym tutaj, bo stać ich na wszystko. Są zawsze mega stylowo ubrani i mają najlepsze gadżety.

9. Odporność na zimno
Skoro w gruncie rzeczy wampir jest martwy, a jego ciało jest bardzo zimne to temperatura powietrza powinna być mu obojętna. W takiej postaci nigdy byśmy nie zmarźli. Moglibyśmy więc podróżować dosłownie po całej kuli ziemskiej.

8. Wyostrzone zmysły
Doskonały wzrok, słuch i węch to coś, czego ludzie mogą pozazdrościć wampirom... i niektórym zwierzętom. Węch co prawda mogłabym oddać, bo nie widzę potrzeby wąchania każdego smrodu, ale znakomity wzrok? Poproszę.

7. Czytanie w myślach
Umiejętność czytania w myślach śmiertelników potrafi być pewnie bardzo irytująca, ale to kolejna cecha, która daje wampirom przewagę nad nami. Można by przejrzeć wszystkich na wylot i poznać najskrytsze sekrety. Gorzej, gdy wcale nie chcemy poznawać tych sekretów, a myśli ludzi okazują się obrzydliwe...

6. Nieodczuwanie emocji lub możliwość całkowitego wyłączenia ich
Mam problem, na którym miejscu postawić tę, dosyć kontrowersyjną, cechę. Uważam ją w pewnym sensie za zaletę. Prawdopodobnie nie chciałabym pozbyć się całkowicie swoich uczuć, ale chyba każdy człowiek wie, że zdarzają się sytuacje, które powodują tak cholerny wewnętrzny ból, że zrobilibyśmy wszystko, żeby tylko przestać go odczuwać.
Niektóre wampiry zupełnie nie odczuwają emocji, nie współczują ludziom i są bezduszne (dosłownie). Są też takie, które przy jakiejś stracie bardzo łatwo odrzucają swoją ludzką naturę i oddają się swoim wampirzym zabawom i potrzebom, jak w Pamiętnikach wampirów.

5. Brak konieczności snu
Oczywiście niektóre wampiry śpią w dzień i to w trumnie... ale zdarzały się takie przypadki, które wykorzystywały łóżka jedynie w innym, wiadomym celu. ;) Tak było w... Zmierzchu.
Kolejny raz nie dla każdego będzie to pozytyw. Długie godziny czy nawet lata w samotności... Wszystkie książki przeczytane, filmy obejrzane... i nuda. Wampiry miewające depresję? (Bywały przypadki bardzo znudzonych wampirów, cierpiących z samotności. O ile nie rozumiem tego po kilkudziesięciu latach i tak wielu możliwościach, o tyle po przeżyciu wielu wieków wydaje mi się to całkiem naturalne).
Dla mnie nieodczuwanie senności byłoby zbawieniem! Tym bardziej, że wolę egzystować nocą. A gdybym już zupełnie nie musiała spać wyrobiłabym się w końcu ze wszystkimi terminami i zapoznałabym się ze wszystkim, co mnie interesuje. W dodatku przecież zawsze na świecie gdzieś jest dzień i można by podróżując podążać za nim. ;)

4. Możliwość szybkiej regeneracji
Kochałam Wolverine'a, a wampiry trochę z niego mają. A właściwie to pewnie on ma coś z wampirów. Możliwość natychmiastowej regeneracji bardzo przydałaby mi się w codziennym życiu. Jestem na tyle nieuważna, że wielokrotnie przez przypadek sprawiam sobie krzywdę...

3. Hipnoza, kontrola ludzkiego umysłu
Kto by nie chciał jednego, dwojga lub całego miasta ludzi żyjących tak jak im rozkażemy? Zrobiliby wszystko na skinienie naszego palca, od najprostszych, codziennych czynności do tych trudniejszych, bardziej skomplikowanych prac. Jestem na tak!

2. Siła, szybkość
Tego chyba nie trzeba tłumaczyć. Super siła oraz niesamowita szybkość, którą można wykorzystać w każdej sytuacji to cechy zdecydowanie będące na szczycie wampirzych zalet. Niektóre osobniki są tak szybkie, że wręcz teleportują się.
Wampiry niestety kolejny raz górują nad ludźmi. Jesteśmy wyjątkowo słabym gatunkiem.

1. Nieśmiertelność i wieczna młodość
Wiemy, że w jakiś sposób da się zabić wampira, przez wyrwanie serca, odcięcie głowy czy spalenie, ale wampiry nie umierają ze starości! Pomyślcie, ile ciekawych żyć można by prowadzić przez te setki lat!


Chociaż to koniec rankingu jest jeszcze jedna, odrobinę zabawna kwestia, która nie trafiła do powyższego zestawienia, a mianowicie... wampiry nie muszą odwiedzać toalety! Jakaż to codzienna oszczędność czasu!
To było dla mnie bardzo zabawne odkrycie i zastanawiałam się, czy w ogóle się nim dzielić, ale hej, w końcu to naprawdę kolejna fajna cecha!


Wampiry mają jednak pewne wady i choć nie zaliczam do tego spożywania ludzkiej krwi, bo nie każdemu to przeszkadza, to jednak dostrzegam, że bycie wampirem mogłoby nas czegoś pozbawić... 
Przyjemności z jedzenia! Domyślam się, że picie krwi zastępuje im spożywanie posiłków, ale jedzenie to jedna z moich ulubionych czynności. Myślę, że bardzo by mi jej brakowało.
Wylegiwania się na słońcu. Przynajmniej niektóre wampiry, te biedaki, które muszą kategorycznie słońca unikać.
Możliwości posiadania biologicznego potomstwa... Niby niektóre wampiry mogły tworzyć krzyżówki z ludźmi, ale jakoś ciężko mi to pojąć.

 You smell like dinner. I wanna do bad things with you.♥

 Zdjęcia pochodzą z oryginalnych fanpage'y seriali: The Originals, The Vampire Diaries i True Blood.

13 marca 2015

#1 Coś fajnego! - Ask me anthing (film)

Na wstępie powiem, że chciałabym raz w tygodniu pisać krótko o tym, co polecam, co mnie w jakiś sposób zainspirowało albo bez czego nie wyobrażam sobie życia.
W tym tygodniu będzie to film. Ask me anything (w wersji roboczej Undiscoverd Gyrl i plakat z tym tytułem bardziej mi się podoba) mówi o nastolatce, która nie do końca wie jeszcze czym chce się zajmować w przyszłości i ma pewne problemy rodzinne: matka ma innego faceta, a ojciec jest alkoholikiem. Bohaterka przerywa szkołę na rok i zakłada bloga, w którym dzieli się najintymniejszymi szczegółami ze swojego życia. A jest ono całkiem ciekawe. Dziewczyna łatwo wdaje się w romanse, także ze starszymi mężczyznami. I bywa dość perfidna w swoich czynach.

Z opisu wydaje się, że film jest banalną komedią o współczesnych nastolatkach (podobną myśl mam też, gdy widzę drugi plakat - poniżej). Jednak kryje się za tym coś więcej. Nie wiem czy dobrym pomysłem była taka konstrukcja filmu, w której zupełnie inne emocje do głównej bohaterki odczuwa się jedynie w ostatnich dwóch minutach seansu. Obawiam się, że nie wszyscy dadzą temu tytułowi tyle czasu... Traktowałam ten film jako lekką komedię (?), w której dziewczyna niszczy sobie życie, ale to kompletnie nie moja sprawa. Ona wydawała się bardzo zdeterminowana, żeby tak postępować, więc... wisiało mi to. Ostatnie minuty dają do myślenia.
Ask me anything powstało na podstawie książki (napisanej swoją drogą przez reżysera). W filmie główną rolę gra młoda aktorka Britt Robertson, a partnerują jej m.in. Justin Long, Martin Sheen i Christian Slater. Britt daje radę, jest przekonująca, a ile razy się w tym filmie całowała to nie zliczę. Lubię ją, widziałam z jej udziałem chociażby fajny The First Time (to kolejny tytuł, który na pierwszy rzut oka wygląda na coś bardzo banalnego) oraz cudowny serial Druga szansa.

Poniżej możecie zapoznać się z trailerem do filmu Ask me anything.

11 marca 2015

Mój nauczyciel to psychopata! Komentarz do filmu Whiplash

Nie wiem czy jest jeszcze ktoś, kto jest zainteresowany tym filmem, a go ciągle nie oglądał. Mimo wszystko zapraszam do przeczytania mojej opinii i komentarza. 
Przede wszystkim gratuluję Simmonsowi Oscara, kibicowałam mu!
Whiplash jest dobry i bardzo mocny. Całkowicie zgadzam się z komentarzem z plakatu „intensywny do bólu”. Jest idealny. To film bardzo emocjonalny, a ból odgrywa tam dość znaczącą rolę.

Młody perkusista dostaje szansę by grać w orkiestrze u najlepszego profesora w szkole. Tak się wydaje na początku... Nauczyciel jest perfekcjonistą, za każdy mały błąd może wyrzucić cię z zajęć. Możesz wylecieć nawet gdy nie popełniłeś błędu, ale nie jesteś pewny swoich umiejętności. Nie zawsze jednak wylatują uczniowie - czasami latają krzesła... Długo myślałam, że profesor jest agresywny, ale mimo wszystko skuteczny. Jeśli chcesz uczyć się pod jego nadzorem musisz to tolerować. Wydawało mi się, ze znam ten typ – chcąc osiągnąć jak najlepsze wyniki posuwa się do przemocy psychicznej czy fizycznej. Ale nie postać, którą grał Simmons. On był prawdziwym psychopatą. Jego zachowania nie można tłumaczyć tym, że chciał by uczniowie dążyli do doskonałości. On uczył, żeby móc być agresywnym. Sprawiało mu to przyjemność i satysfakcję. Potrafił wykorzystać każdą słabość swojego ucznia. Zaledwie dodatkiem do tego był jego słuch i umiejętności. Zabrakło mu za to profesjonalizmu. A początkowo mi naprawdę imponował! Myślałam, że jest ostrym profesorem, którego uczniowie w młodym wieku stają się najwspanialszymi muzykami. A on był zaledwie psychopatą gnębiącym utalentowane, wrażliwe na muzykę osoby. 

W filmie podobał mi się też Andrew (Miles Teller). Fajny uczeń, fajnie grał (tym bardziej, że perkusja to ciekawy instrument!). Czekałam kiedy w końcu jebnie temu procesorowi... Przyznaję, że lubię tego aktora i już przed Wiplash'em śledziłam jego filmografie (polecam m.in. Two Night Stand!). Uwielbiam go, a jego twarz przypomina mi młodego Sylwestra Stallone.

Muzyka też była świetna a ja marzyłam by oglądać ten film słuchając muzyki na żywo. Posłuchajcie sami.
Wracając do nauczyciela: zwłaszcza ostatnie sceny potwierdzają według mnie moja tezę. On chciał być czyimś mentorem by móc go udupić dla swojej satysfakcji. Każdy sukces i powodzenie wychowanka zaskakiwały go. I chociaż w momencie osiągnięcia sukcesu chciałby pewnie towarzyszyć swojemu uczniowi, nie wiem czy ktokolwiek chciałby mieć przy sobie taką osobę jak on.

A co by było gdyby tacy nauczyciele w ogóle nie istnieli? Gdyby wszyscy karmili nas tylko dobrym słowem, czy pokonywalibyśmy swoje granice? Nie mówię tu oczywiście o tym, że każdy powinien lać nas za wszystko. Ale czy ci najwięksi nie dokonali swoich czynów pod presją? Na przekór wszystkim? Pytanie też, czy ci którzy zrezygnowali, poddali się tej presji byli przegranymi, którzy nigdy by do niczego nie doszli? Czy tacy gnębiciele uciszyli kilku geniuszy naszego świata? Myślę, że jest to bardzo prawdopodobne, wielu jest ludzi o delikatnej psychice, zwłaszcza wśród artystów. Chociaż część osób powie pewnie, że jak ktoś miał coś osiągnąć to i tak to osiągnie. Ale czy na pewno? Słowa potrafią bardzo demotywować i nie każdy jest w stanie stawić czoła „tyranowi”.

Moja konkluzja jest oczywiście banalna, nauczyciel powinien raczyć dobrym i złym słowem. Wszystko zależy od sytuacji i od osoby. Powinien jednak dawać nadzieję, bo ta potrafi kiełkować kilka lat by ostatecznie doprowadzić do sukcesu.

A Whiplash'a polecam całym sercem, bo to dzieło doskonałe. Poniżej trailer.