Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okiem warszawiaka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okiem warszawiaka. Pokaż wszystkie posty

21 grudnia 2015

Christmas TAG, czyli bardzo luźne rozważania o grudniu i świętach


1. Wolisz w święta chodzić w piżamie, czy elegancko się ubrać?
Raczej nigdy nie chodzę w piżamie... Ważne żeby było schludnie, a czy bardzo elegancko to już w dużej mierze zależy od tego kogo się odwiedza albo kto przychodzi w gości.

2. Gdybyś mogła w tym roku kupić prezent tylko jednej osobie, kto by to był?
Kupiłabym prezent tylko sobie! Haha. ;) A poważnie to kupiłabym coś tylko mojemu chłopakowi, to całkowicie oczywiste.

3. Czy prezenty otwierasz rano czy wieczorem w Wigilię?
Wieczorem.

4. Czy kiedykolwiek zrobiłaś domek z piernika?
Niestety nie.

5. Co lubisz robić podczas przerwy świątecznej?
Łyżwy, filmy, sen i przyjaciele. :)

6. Ulubiona świąteczna potrawa?
Wszyyystkie! Nie mam jednej ulubionej. Oczywiście kocham pierogi, ale nie kojarzą mi się jedynie ze świętami. Lubię prawie wszystko! ;)

7. Twój ulubiony film świąteczny?
Kolejny raz nie wiem. Nie mam ulubionego filmu świątecznego i chociaż mam wielki sentyment do Kevina to chyba powiem, że całkowicie zakochałam się w Krainie Lodu. Nie jest to świąteczny film, ale zimowy i bardzo przyjemny.


8. Makowiec czy sernik?
Najbardziej lubię ciasta kremowe, dlatego nie wybiorę żadnego spośród makowca i sernika.

9. Czy kiedykolwiek ulepiłaś bałwana?
Tak! ♥



10. Co wolisz - Wigilię czy pierwszy dzień Świąt?
Wydaje mi się, że większość osób odpowie, że woli Wigilię, a ja chyba wolę kolejny dzień. A wszystko dlatego, że w Wigilię jeszcze wiele osób pracuje, wszyscy biegają by wyrobić się z przygotowaniami, a atmosfera jest napięta, bo trzeba ulepić tysiąc pierogów. Na pierwszy i drugi dzień świąt wszystko jest już przygotowane, można ze świętować ze spokojem. ;)

11. Białe czy kolorowe lampki choinkowe?
Kiedyś lubiłam jak najbardziej kolorowe lampki, bombki i wszystko! A teraz głownie białe, ale podobają mi się także kolorowe, tylko że jednolite. Jednak to właśnie białe lampki wiszą u mnie w pokoju przez cały rok. ;)


Christmas tag kończy się na tym pytaniu, ale chciałabym dodać coś o świątecznej piosence. Od lat słucham namiętnie Feliz Navidad w wykonaniu Michaela Buble, ale ostatnio usłyszałam nową piosenkę zespołu Lemon - Grudniowy i bardzo przypadła mi do gustu. Zarówno Lemon jak i Michael Buble nagrali całe świąteczne płyty, polecam przesłuchać. A poniżej moje dwie ulubione piosenki. Wesołych świąt! :)


01 grudnia 2015

Co robić w Mikołajki? Pomysły na spędzenie czasu

Mikołajki kojarzą mi się głównie z klasowym losowaniem prezentów, a że już dawno w szkole nie jestem chciałam uczcić ten dzień jakoś inaczej. Szukałam alternatywy dla kupowania tych drobnych prezentów. Poniżej lista pomysłów na spędzenie Mikołajek ze swoją sympatią, albo całą grupą znajomych. Oczywiście te pomysły można wykorzystać każdego innego dnia, nie potrzeba na to specjalnej okazji. Ale być może do czegoś cię zainspiruję. ;)

1. Kino
Wiem, że to banalnie proste i dla wielu osób to codzienność, ale czasami nie mamy wcale tak dużo czasu i rezygnujemy z wyjścia do kina na rzecz dvd lub telewizji. Mikołajki mogą być dobrym pretekstem, żeby nadrobić kinowe premiery i spędzić czas z przyjaciółmi.


2. Teatr
Dla trochę bardziej wymagających. Podobnie jak przy kinie - jeśli nie miałeś dawno okazji, żeby wybrać się do teatru, a ciągle o tym myślisz to zrób to właśnie teraz! I nie musi to być spektakl koniecznie w dniu Mikołajek. Kup sobie po prostu bilety w symbolicznym prezencie.


3. Laser tag
Laserowy paintball to propozycja mniej oczywista, ale równie rozrywkowa. Zbierz grupę znajomych i stocznie walkę na laserową śmierć i życie! Taka wersja paintballu nie wymaga specjalnego ubioru, nie brudzi i praktykuje się ją głównie w pomieszczeniach (idealnie dla zimowej aury!). Poszukaj zatem czy gdzieś w twojej okolicy nie ma laser tagu, zbierz ekipę i stań do walki!


4. Escape room
Coraz bardziej popularne w Polsce escape room'y, czyli pokoje, w których trzeba rozwiązać jakąś zagadkę, żeby móc się z nich wydostać. Idealna zabawa dla pary jak i dla całej grupy osób. Pokoje są o różnej trudności i tematyce. Nie jest to więc jednorazowa rozrywka, ponieważ takich miejsc powstaje coraz więcej. Sprawdź sam czy jesteś w stanie uciec.


5. Pijalnia czekolady
Zamiast wypadu na piwo albo pizzę wybierz się na tradycyjną gorącą czekoladę. To pomysł idealny szczególnie dla par i można go łatwo łączyć z innymi atrakcjami. A w dodatku gorąca czekolada jest super smaczna i pożywna. Nie zapominajcie też, ze czekolada jest afrodyzjakiem. ;)

Zdjęcia pochodzą z www.freeimages.com.

To nie tylko pomysły na Mikołajki. Może to być pomysł na randkę, na urodziny lub po prostu na spędzenie czasu w gronie znajomych. Miejsc, do których warto się udać jest dużo więcej, to tylko część z nich by zainspirować do szukania alternatyw dla mikołajkowych prezentów.
Pamiętaj, żeby wpaść i zacząć śledzić mojego facebooka i google+! ♥

09 listopada 2015

Ej, już są święta?

Komercjalizacja świąt jest straszna. Nie czuję żadnej wielkiej „magii świąt” (może powinnam pić więcej Coli?). Nie pomaga mi w tym to, co już od dawna nas wszędzie otacza - bieganina po sklepach, świąteczne piosenki i wszystkie ozdoby, którymi zawalone są witryny sklepowe. Może to nawet jest ładne, ale pojawiło się zdecydowanie za wcześnie i w tym momencie jest mi to już zupełnie obojętne.

Lubię światełka i klimatyczny nastrój. Sama mam w domu białe lampki, które wiszą cały rok. Ale czy wiesz, że tradycyjnie choinkę ubiera się dopiero w Wigilię? Jasne, że i w domach można to robić wcześniej, zwłaszcza, gdy wyjeżdża się do rodziny na święta. I to oczywiste, że ozdoby i pomysły na prezenty w sklepach muszą pojawić się wcześniej, żeby można je było zakupić. Ale czy to musi być już w pierwszych dniach listopada? Ledwie skończyliśmy wspominać zmarłych, a już wpadliśmy w klimat choinek i czerwonego grubaska.

Dla mnie nawet Mikołajki są jakieś mało świąteczne - przecież to jeszcze jesień i zazwyczaj nie ma śniegu! Chociaż grudzień, z oczywistych względów, jest miesiącem typowo świątecznym i według mnie to właśnie wtedy powinna się stopniowo pojawiać ta atmosfera. Myślę sobie, że w przyszłości moje dzieci nie będą szukać pierwszej gwiazdki na niebie, tylko pobiegną do sklepu, w którym choinka pojawi się najwcześniej...

Kiedyś przeszkadzało to większej ilości osób, teraz widzę, że ludzie cieszą się na widok tych wszystkich ozdób i nie ważne, że pojawiły się dzień po Wszystkich Świętych. Ja sobie tylko trochę na to pomarudzę, bo przecież nic z tym nie zrobię. Jedynie to, że na moim parapecie wciąż leżą kasztany i jarzębina.

23 października 2015

Jesienne grillowanie - #24 Coś fajnego!

Grille, ogniska, biwakowanie to dla mnie czysta przyjemność. W okresie jesienno zimowym czekam z utęsknieniem na powrót cieplejszych dni by rozkoszować się długimi wieczorami. Chłód mi jednak nie straszny, a grillować można cały rok!

Jesienny grill będzie inny od takiego letniego. Nie posiedzimy przy nim na powietrzu z piwkiem w ręku. Mimo wszystko, jeżeli mamy możliwość wyjazdu do domku na działkę to warto z niej skorzystać przed przyjściem największych mrozów. Domek nie da nam zamarznąć, a ciepłe grillowane jedzonko przywróci najmilsze wspomnienia z wakacji. Polecam spróbować!

W co należy się zaopatrzyć? W ciepłą bluzę, kurtkę, buty i rękawiczki! A także latarkę, jeśli nie ma innego źródła światła. Niestety teraz bardzo szybko robi się ciemno, ale można za to rozłożyć świeczki, które sprawią, że będzie jeszcze przyjemniej. Konieczne oczywiście jest żarełko, które chcecie spożyć, i ewentualne napoje alkoholowe, które mają także działanie rozgrzewające. ;) Ostatnim niezbędnym punktem jest dobra ekipa i wyśmienity humor. Te wszystkie punkty będą gwarancją dobrej zabawy. Zatem grillujcie! :)


Zdjęcia pochodzą z www.freeimages.com.

09 października 2015

Piękna jesień - #22 Coś fajnego! (DUŻO PIĘKNYCH ZDJĘĆ)


Jesień może być na prawdę piękną porą roku! Wydaje mi się, że nie mieliśmy okazji doświadczyć tego w zeszłym roku i zaraz po lecie przyszła smutna, szara zima. Tym razem jest jednak inaczej! I chociaż parę dni postraszyło zimnem tegoroczna jesień jest ciepła i cudownie kolorowa. Aż chce się spacerować.

Nawet deszcz, który pojawia się od czasu do czasu, nie przeszkadza mi tak bardzo. Zakupiłam nowy parasol i dalej rozkoszuję się jesienią. Piękny jest czas, kiedy z drzew nie spadły jeszcze wszystkie liście, mimo tego, że większość z nich pokrywa trawniki i chodniki. Mamy teraz okazję chodzić po tych pięknych kolorowych, liściastych „dywanach”. ;)

Przespaceruj się, pooddychaj resztkami ciepłego powietrza i rozejrzyj się w koło, a dojrzysz jak jest pięknie i kolorowo. Sama się sobie dziwię, że ciągle to powtarzam, ale tegoroczna jesień naprawdę mnie zaskoczyła. Jeśli masz czas i okazję by zrobić sobie dłuższą wycieczkę możesz zaobserwować jak pięknie wyglądają lasy i parki z oddali. Dzięki temu, że drzewa są wielokolorowe tworzą się wspaniałe bryły kolorów.

Być może jesień jest taka sama, a w tym roku zmiana zaszła jedynie we mnie. Ale jeśli nawet ta teoria jest prawdziwa to i tak chciałabym zarazić cię pozytywnym myśleniem. Fajnie by było przetrwać jeszcze trochę bez wysłuchiwania narzekań wszystkich wokół. Ta jesień naprawdę jest piękna!

Zdjęcia pochodzą z www.freeimages.com.

05 października 2015

Jak (nie)skutecznie szukać pracy?

Praca, praca, praca. Każdy się z nią zetknie na jakimś etapie swojego życia. Niektórzy wcześniej, inni później, ale nikogo to nie ominie. Nie jestem najbardziej doświadczoną osobą poszukującą pracy, ale poczyniłam pewne obserwacje. ;)

Osobiście szukałam pracy od czerwca, jeszcze w trakcie studiów i przed obroną pracy licencjackiej. Początkowo wysyłałam swoje zgłoszenia tylko do prac, które bardzo mnie interesowały i dla których może mogłabym nawet zrezygnować z dalszego studiowania. Nie ma takiej opcji. ;) Wiem, że niektórzy w młodym wieku pracującą już w swoich wymierzonych zawodach. Wiem, że niektórym się udaje i są doceniani przez pracodawców. Do tego jednak trzeba wyróżniać się czymś więcej. Po jakimś czasie, gdy wiedziałam już, że wymarzone miejsce pracy na mnie nie czeka, zaczęłam szukać czegoś tymczasowego. Wysyłałam CV w wiele miejsc. Interesowało mnie prawie wszystko oprócz call center i gastronomii. Wiedziałam też, że mam znajomych pracujących w różnych knajpkach i ostatecznie mogę poprosić ich o pomoc i zająć się kelnerowaniem. Jednak nie chciałam tego teraz robić.

Po miesiącu bezowocnych poszukiwań odezwała się do mnie jedna firma. Dosłownie jedna. Właściwie można powiedzieć, że to coś w stylu call center, ale bardziej pisane. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale po szkoleniu i tygodniu próbnym zaczęłam w końcu pracę. W tej firmie były całkiem niezłe warunki, nie najgorsze zarobki i nawet nietragiczna atmosfera. Dobijało mnie jednak coś innego - to było zwykłe naciąganie ludzi. I dokładnie tak mówiliśmy o klientach rozmawiając między sobą - co zrobić by ich jeszcze bardziej naciągnąć. Co ciekawe ilość naciągniętych klientów nie przekładała się za bardzo na moje zarobki. To normalne - ilość pracy nie przekłada się na wysokość zarobków (właściwie tak było, ale tylko w teorii). W trakcie mojego dyżuru przeprowadzałam wiele rozmów i widziałam jak dużo zarabiam dla właścicieli, przy czym na własną dniówkę potrafiłam zarobić w mniej niż godzinę.

Nie to było jednak najsmutniejsze. Najciężej było tak oszukiwać ludzi. I wiem, że to normalne w wielu firmach - liczy się na to, że ktoś nie zareklamuje produktu, albo miesza się dobry produkt z gorszym. Często nawet wprost wmawia się klientowi, że to, co mu proponujemy to jest właśnie to, o czym marzył od dawna, chociaż sami wiemy, że to najgorsze gówno. Każdy powie, że to zupełnie normalne, ale to przygnębiająca wizja. W mojej pracy, która nie była najgorsza na świecie miałam takie dni, że w ciągu godziny chciałam pięćset razy zrezygnować. Serio. Przekonana byłam, że skończę po tygodniu próbnym, później po pierwszym miesiącu, a w końcu nie wiedziałam czy zrezygnuję z niej po skończeniu wakacji, bo mam w niej przecież takie dobre warunki... 

W dodatku, jak wspominałam to była jedyna firma, która się do mnie odezwała. Chciałam pracować, chciałam uczciwie zarobić. Pracowałam legalnie, na umowę, ale nie była to uczciwa praca. Inną kwestią jest to, że można chodzić bezskutecznie na wiele rozmów o pracę. Zdarza się nawet, że wychodzimy z takiego spotkania bardzo zadowoleni z siebie i wręcz pewni, że dostanie się tę posadę, bo pracodawca już nas praktycznie na piwo zapraszał. Ale później telefon milczy. Czasem da się zauważyć, że ostatecznie zatrudnili praktycznie byle kogo. Ten ktoś nie jest od nas lepszy i nie wykazuje się niczym specjalnym. Ale ten „byle kto”, musi mieć dobrych przyjaciół. I nie boli mnie, że można gdzieś się dostać dzięki znajomościom. Jeśli ludzie mają takie same kwalifikacje to czemu nie wziąć kogoś sprawdzonego? Ale czasami ktoś szuka kogoś innego, bawi w normalną rekrutację, a ostatecznie i tak bierze znajomego, bo właściwie ostatecznie stwierdza, że mu wszystko jedno. Stary, przynajmniej szanuj obcych ludzi!

Byle jaką pracę za byle jaką pensję można mieć zazwyczaj bez większego wysiłku. Pracę za trochę większą pensję można mieć bez serca. Im lepiej oszukujesz ludzi tym więcej zarabiasz. Tym pesymistycznym akcentem zakończę dzisiejszy wywód na temat pracy. Ale wiedz, że nie zawsze jest tak źle i akurat w twoim przypadku może być lepiej.
Zdjęcia pochodzą z www.freeimages.com.

28 sierpnia 2015

Jakdojade.pl - #19 Coś fajnego!

Dzisiaj muszę polecić coś bardzo banalnego - stronkę, którą zapewne już wszyscy znają. Jakdojade.pl to serwis wyszukujący połączenia komunikacyjne. I jest w tym niezawodny!

Dla mnie jakdojade.pl działa świetnie. Szybko mogę sprawdzić jak gdzieś dojechać, ale także sprawdzić, ile zajmie mi podróż i o której powinnam wyjść z domu. W dodatku mogę wpisać dokładny adres, a strona pokaże mi mniej więcej w jakiej odległości od przystanku znajduje się to miejsce. Niestety nie wszystkie ulice można znaleźć (trzeba też uważać, bo strona może nam zaznaczyć inną ulicę). Fantastyczne jest też to, że ta strona działa nie tylko w konkretnym mieście, ale także w okolicy - można więc sprawdzić jak dojechać na przedmieścia. A czasem nawet można sprawdzić przejazd z miasta do miasta!

Wiem, że jakdojade.pl nie zawsze pokazuje mi najdoskonalsze połączenie. Czasami ma problem z przesiadkami i zamiast przejść na inny przystanek każe mi jechać jakimś objazdem. Wiem to ponieważ od lat poruszam się po Warszawie i znam czasem wygodniejszy sposób dojazdu. Mimo to w 98% przejazdów sprawdza się doskonale. W dodatku można wybrać też opcję bez przesiadkową, jeśli jest możliwa, albo wybrać np. tylko tramwaje lub same autobusy. Małym minusikiem ode mnie jest też to, że według tego serwisu kilometr idzie się aż 20 minut. To duża przesada.

Jakdojade.pl jest niezastąpioną stroną dla osób, które są nowe w danym mieście. Myślę, że każdy powinien się z nią zapoznać. Polecam zwłaszcza studentom wyjeżdżającym do innego miasta. ;) Ale przydaje się także na wyjazdach turystycznych. Korzystałam z jakdojade.pl w Trójmieście, a niedługo skorzystam w Krakowie. Wystarczy dostęp do internetu w telefonie by zawsze móc sprawdzić, jak gdzieś dojechać. Serwis ma też swoją aplikację mobilną, z której co prawda nie korzystam, ale warto to sprawdzić.

Używam jakdojade.pl w wielu sytuacjach. Czy to sprawdzenia nieznanej dla mnie lokalizacji, sprawdzenia godziny wyjścia albo poznania jakichś zmian w kursowaniu autobusów w Warszawie (bo jakdojade.pl bardzo szybko je uwzględnia!) czy w czasie wypadów do jakiegoś nieznanego mi miasta. Więc jak tylko się gdzieś wybierasz - sprawdź, czy to miasto ma jakdojade.pl. :)

Artykuł niesponsorowany. 

Wpadaj na mojego facebooka i google+!

20 sierpnia 2015

Jak przeżyć Woodstock za 150 zł? #lovewoodstock

Woodstock za 150 zł pewnie nie zdziwi wielu osób, zwłaszcza, że jest to impreza darmowa. Ale mój wyjazd na Woodstock trwał tydzień i na CAŁY wyjazd wydałam 150 zł. Także z dojazdem. Co więcej nie jadłam najtańszego pasztetu z chlebem, bo nie przepadam za takimi posiłkami.

Ogólnie uważam się za osobę dość dobrze gospodarującą finansami. Ale nie znaczy to, że zawsze mało wydaję i nie kupuję głupot. Mimo to, takie wyjazdy mało mnie kosztują, bo nienawidzę marnowania pieniędzy. Zacznę od tego, że 150 zł to suma określona dość umownie. Zakupy robiłam razem z chłopakiem i nie jesteśmy w stanie stwierdzić, ile „drobnych” mieliśmy przy sobie, ale na nas łącznie, poszły trzy stówki. Na wszystko. Poniżej robię zatem rozpiskę na 300 zł, ale podkreślam, że dotyczy to dwóch osób!

DOJAZD I POWRÓT - 80
Dojazd z Warszawy wyszedł nas w tym roku wyjątkowo tanio, ponieważ w dwie strony płaciliśmy zaledwie 40 zł od osoby! Podobnie było w zeszłym roku, gdy w jedną stronę jechaliśmy stopem, a wracaliśmy pociągiem. Tak więc 80 z 300 zł to był całkowity koszt dojazdu.

PIERWSZE ZAKUPY - 60 zł (140zł)
Pierwsze zakupy spożywcze, jeszcze przed Woodstockiem, to rzeczy, które chcieliśmy mieć ze sobą już z dniem przyjazdu. W tych zakupach były ze 2 czy 3 słoiczki gotowych dań do podgrzania, paczka kabanosów, dwie butelki wódki i coś na drogę. Zaznaczę tylko, że na Woodstocku nie można mieć szklanych butelek ani słoików, ale nie nocuję na głównym polu, a szkła nie wynoszę poza  „obozowisko”. Mój sposób na wódkę jest po prostu taki, że nalewam ją do dużej butelki z jakimś napojem, mieszam i takiego drinka ze sobą noszę. Robię tak już od co najmniej dwóch lat, bo jakoś mam mniejszą ochotę na piwo. Jeśli chodzi o podgrzanie tych gotowych posiłków to mam kolejną rzecz niedozwoloną na głównym polu (Woodstock sorry...), czyli turystyczną butlę gazową. Jest to bardzo fajna rzecz - mała, lekka i dość tania.

DRUGIE ZAKUPY - 60 zł (200zł)
Kolejne większe zakupy zrobiliśmy już w Kostrzynie, jeszcze przed przyjazdem na pole. To ważne, ponieważ na miejscu nie można kupić chociażby innego piwa niż sponsora. Wydaliśmy około 60 zł z tego co pamiętam. To poniekąd dzięki temu, że sklepy są przygotowane na Woodstockowiczów i robią wielkie promocje na alkohol i produkty, z których łatwo i szybko można zrobić coś do jedzenia. Tam kupiliśmy jakiś serek kanapkowy, chleb, kolejną butelkę wódki („Bo była tania!”), napój do wódki, dużą zgrzewkę piwa (2zł za puszkę), wodę i chyba kiełbasę. Nie pamiętam, czy na pewno my ją kupiliśmy, bo znajomy kupił jednorazowego grilla.

JEDZENIE U KRYSZNOWCÓW - 2x8zł (216zł)
Obowiązkowy punkt Woodstockowego życia! Właściwie mogłabym tam jeść codziennie, to jest pyszne!

ZAKUPY NA MIEJSCU - 30zł (246zł) + ???
Na miejscu okazało się, że mój chłopak jest nieogarnięty i nie ma żadnej bluzy. Co prawda zazwyczaj na Woodstocku jest bardzo upalnie, ale tym razem było dość chłodnawo, a noce były całkiem zimne. Piszę to dlatego, ponieważ kupiliśmy mu bluzę za 30 zł. Do sklepu chodziłam kilka razy. Moje standardowe zakupy to: świeże bułeczki (5 bułek - 1,50zł) i cordon bleu (2 za ok 3,5zł), wodę (nie cała złotówka...), sok (około 2 zł), coś na kanapki (salami, ser... 3-5zł), zdarzały się i lody (1zł) albo chipsy (2zł). Za takie zakupy płaciłam coś około 10-15zł. W między czasie odkupiliśmy jeszcze od kogoś jakieś piwo, ale przyznaje, że piliśmy też sporo ofiarowanego, a nawet znaleźnego (!). Nie kradzionego! Historia jest całkiem zabawna, bo siedziałam na koncercie i pomyślałam, że napiłabym się piwa, a ono autentycznie przyturlało się do mnie! Nie widziałam nigdzie właściciela, wiec zaopiekowałam się tą zamkniętą puszką. Przyznaje, że brakowało nam pod koniec alko i gdyby nie życzliwość znajomych to z pewnością byśmy jeszcze dokupili.

Jako, że nie jestem fanką pasztetu i tym podobnych wyrobów... Kupowałam na kanapki serek do smarowania albo zwykły krojony żółty ser lub jakąś szynkę. Mój chłopak początkowo był zaskoczony, że na takim wyjeździe też można jeść praktycznie normalne kanapki. ;) Zamiast masła używałam jakiegoś sosu, keczupu lub musztardy.

Wyjazd oczywiście byłby droższy, gdybym częściej (gdybym w ogóle!) jadała w gastronomii, ale nie jestem jakąś wielką fanką takiego żarcia. „Zaoszczędziłam” też na ciepłych prysznicach, bo zimne krany mi zupełnie wystarczają. Zwłaszcza, że mogłam do nich pójść w każdej chwili i nie musiałam tracić godzin na kolejki. ;)

Nie napisałam tego wpisu, żeby szczycić się, że jakoś specjalnie mało wydałam - zupełnie nie to było moim celem. Chciałam jedynie przedstawić sytuację, pozwolić komuś „zajrzeć” do mojego portfela. Myślę, że niektórzy zastanawiają się, ile kosztuje taki festiwal. Wiadomo oczywiście, że każdy wyda inną kwotę. Są ludzie, dla których ta kwota nie mieści się w głowie, bo wydadzą kilka razy tyle na sam alkohol i inne zabawy, albo kupią dużo więcej jedzenia, które niestety później często się marnuje (z moich obserwacji wynika, że robi tak ogrom osób...). Są też tacy, którzy np. zupełnie nie piją, ale na samo jedzenie mogą wydać podobną kwotę. Nie ważne, w której grupie jesteś, chciałam pokazać jak tani jest Woodstock i wcale nie trzeba jeść cały czas chleba z pasztetem. Na powrót np. przygotowałam 10 bułeczek z serem żółtym, papryką, musztardą i sosem hamburgerowym. Panowie dziwili się i mówili, że po co mi, aż tyle kanapek. A później każdy się o nią prosił... ;)

Zdjęcia pochodzą z www.freeimages.com. 

Zobacz inne #lovewoodstock:
Woodstock - kultura w błocie
BRUDstock? Cala prawda o WOODSTOCKU!

Zapraszam też na facebooka i google+!

15 sierpnia 2015

Basen - #17 Coś fajnego!

Afrykańskie upały nie odpuszczają, a my musimy sobie z nimi jakoś radzić. Nie ważne czy jesteś w wielkim mieście, czy na wsi - temperatura jest nie do wytrzymania. Kto może wyleguje się na plaży i kąpie w jeziorze, ale co zrobić, jeżeli masz tylko parę godzin wolnego, a do najbliższego kąpieliska wiele kilometrów?

Basen to moje wybawienie tego lata! Oczywiście mówię o basenie odkrytym. To wspaniały wynalazek. W dodatku wcale nie taki drogi. W Warszawie jest kilka do wyboru, ja wybieram Baseny Inflancka, bo jest to w moim najbliższym sąsiedztwie. Płacę 11 zł za wejście (bilet ulgowy) i siedzę aż do zamknięcia (niestety tylko do 19:00). Gdy temperatura powietrza wynosi 35°C warto wejść do dużo wody i rozkoszować się idealnym schłodzeniem.

W dzieciństwie korzystałam często z rozkładanego basenu na działce. Nie był głęboki, ale za to na tyle duży, że spokojnie mieścił 2-3 materace obok siebie. Nie mam teraz takich luksusów, ale zazdroszczę każdemu, kto ma możliwość postawienia nawet takiej zwykłej zabawki. Bo i te baseny mogą być super - nie można w nich co prawda pływać, ale samo leżenie w takiej wodzie niesamowicie relaksuje.

Odkryty basen to zdecydowanie „coś fajnego”! Wiem, że to żadne odkrycie i wiele osób na pewno korzysta z basenów lub innych kąpielisk, ale chciałam o tym po prostu przypomnieć. Koniecznie sprawdźcie, gdzie możecie taki znaleźć w swojej okolicy, a być może odwiedzicie go już jutro po pracy? ;)

Zaproście więc znajomych, bierzcie piłkę i idźcie na basen!

Zdjęcia pochodzą z www.freeimages.com.

09 sierpnia 2015

BRUDstock? Cala prawda o WOODSTOCKU! #lovewoodstock

Woodstock zakończył się już TYDZIEŃ temu, a ja wciąż nie mogę zebrać się do opisu tego wydarzenia. Wspominałam o nim przed wyjazdem tutaj, a teraz pora na wrażenia po. Zapraszam!

Tegoroczny, 21 Przystanek Woodstock był już moim czwartym. Wybierałam się co prawda już rok wcześniej, ale musiałam zmienić plany. Dla mnie to pewne, że każdy Woodstock jest inny, chociaż zawsze towarzyszy mu wspaniała atmosfera otwartości i wolności. Jest niewiele miejsc poza Woodstockiem, gdzie można być w pełni tym kim się zawsze chciało, czyli np. nosić strój tygryska przez tydzień (są rzeczy, które tylko Woodstockowicz zrozumie). Tak, chodzi o to, żeby tydzień chodzić w tych samych ciuchach...

Na Woodstocku spotkać można samych pijanych ludzi (w dodatku brudnych i śmierdzących!), którzy załatwiają się gdzie popadnie! W dodatku ludzie chodzą roznegliżowani i proszą się o macanie! Dziewczyny tylko czekają na to, żeby jakiś brudas zaprosił je do swojego namiotu! Co więcej, jacyś szaleńcy biorą na ten Festiwal dzieci, które oswajają się z tym potwornym obrazem. W przyszłości to pewnie one będą bawiły się tu z gołym tyłkiem w błocie!

Czasami wpada na Festiwal ktoś „z zewnątrz”, kompletnie nie rozumiejący tej bajki, i próbuje wmówić światu, że taki właśnie jest Woodstock... To przykry i przede wszystkim krzywdzący obraz! Taki sam, jakby np. pokazać w Warszawie samych bezdomnych. Albo jakąś imprezę, na której ludzie mają swoje... intymne chwile w toalecie. Wszyscy wiedzą, że takie sytuacje mają miejsce, ale że jest to jakiś margines.

Czy na Woodstocku są narkomani, a ludzie uprawiają niezobowiązujący seks? Pewnie tak, jak wszędzie na świecie. Ja osobiście się z tym nie spotkałam. Czy ludzie upiją się tam od samego rana? Wiele osób na pewno! Ale nie to jest ideą tego Festiwalu! Czy to prawda, że po pierwszym dniu nie da się skorzystać z toi toia? Z jednej strony to trochę zabawne, z drugiej - wcale nam do śmiechu nie jest. Przy tak ogromnym Festiwalu, na który przyjeżdża minimum PÓŁ MILIONA osób nie ma możliwości by utrzymać toiki non stop w nienagannej czystości. To nie znaczy, że po 3 dniach wchodzimy w całe to gówno. Toi toie są na szczęście opróżniane i czyszczone każdego dnia. Skorzystanie ze świeżutko opróżnionego i oczyszczonego toi toia to rzecz święta! Czy ludzie na Woodstocku chodzą nago i macają się ze wszystkimi? Ogrom osób nosi tabliczki z „Free Hugs”, ale macaniem to raczej nie jest. A w czasie Festiwalu zwykle panuje ogromny upał. Nic więc dziwnego, że wiele osób chodzi tam jak po plaży. A że ktoś pokaże czasami odrobinę więcej ciała...? No cóż, dzieci kwiaty. ;)


A co oprócz tego? Same CUDOWNE rzeczy! Pisałam już przed wyjazdem, że Woodstock to nie tylko koncerty, jak się często wydaje ludziom. Woodstock to cztery dni atrakcji prawie 24 na dobę. Co więcej! O wielu atrakcjach nie sposób się dowiedzieć. Oprócz oficjalnych scen, wielu spotkań i warsztatów w atmosferze Woodstockowej odbywa się dużo, dużo więcej. Spotkania brodaczy, motocyklistów, Wiewiórstock, dodatkowe małe sceny różnych zespołów (w ten sposób w tym roku poznałam CHORYCH) i wiele innych rzeczy, także ogrom atrakcji w strefach sponsorów. Nie ma możliwości, żeby ogarnąć to wszystko, tym bardziej, że nie da się zaliczyć nawet samych oficjalnych atrakcji, a tak chętnie bym się rozdwoiła, albo nawet potroiła, żeby złapać jeszcze choć trochę snu. Piękne jest też to, że ogrom osób, które gości na Festiwalu i miało o nim wcześniej nie najlepsze zdanie - zmienia je. Dobrym przykładem są aktorzy teatralni, którzy jeszcze w 2014 roku bardzo obawiali się swojego występu na Woodstocku, a teraz przyjechali z chęcią. Wiedzieli, że Woodstockowicze to wspaniała publiczność. Mówię to nieskromnie, bo w końcu nie przed każdym występem teatralnym publiczność śpiewa się „Ogórek, ogórek, ogórek...”. ;)

Woodstock to też dobre żarcie! Chociaż ja 99% posiłków przygotowywałam sama, musiałam koniecznie zaliczyć jedzenie u Krysznowców. Jest to obowiązkowa atrakcja owiana legendą. ;) Jedzenie mają wspaniałe i właściwie przez cały czas mogłam bym chyba jeść tylko to. 
Jednym ze sponsorów, który mnie w tym roku miło zaskoczył (oprócz Lidla, któremu jestem wierna kolejny rok, bo robią na Woodstocku naprawdę świetną robotę!) jest Allegro. Niestety, ale ogromne tłumy i kilometrowe kolejki na Woodstocku 2014 zniechęciły mnie do zajrzenia tam, ale za punkt honoru postawiłam sobie, że w tym roku przejadę się ich Diabelskim Młynem! Wybrałam się posłuchać dwóch koncertów i przeznaczyć ten czas na odstanie w kolejce. Był to początek pierwszego dnia, więc wszystko zajęło mi zaledwie godzinę. Żeby za darmo przejechać się na tym kole trzeba było wyjeździć 2 km na rowerku stacjonarnym (już za to dostawało się całkiem fajną koszulkę, plecak lub okulary). Nie było to nic trudnego, a sama atrakcja bardzo emocjonująca pod względem widoków na całe „Woodstockowe miasteczko”. Inną atrakcję, która mnie zaciekawiła, przygotował Play. Chociaż pogoda na początku tygodnia nie dopisywała (pierwszy raz od kiedy byłam na Woodstocku było tak zimno!) Play przygotował „zjeżdżalnię wodną”. Wiedziałam, że jeżeli to będzie coś naprawdę fajnego to kolejki będą ogromne, ale i tak chciałam to zobaczyć. Nie było to jednak nic nadzwyczajnego. Gdy do tego podeszłam zjeżdżały na zmianę te same cztery osoby ledwie ześlizgując się do końca. Ale być może kogoś to zadowoliło.

Wiele osób zarzuca, że to już nie to samo, że Woodstock staje się za bardzo „ucywilizowany”. Dla mnie nie jest to naprawdę problemem... Atmosferę tworzą ludzie, a to, że są lepsze warunki sanitarne, albo że mamy dostęp do świeżych bułeczek w Lidlu to zupełnie inna sprawa. Poza tym, nawet takie Woodstockowe zakupy to coś zupełnie innego od zakupów w naszej codzienności. Nie trzeba się zatem obawiać, że ucieka się do oazy, jaką jest Woodstock, a tam stoi Centrum Handlowe. W dodatku, co jest bardzo ważne i o czym nie można zapominać, Przystanek Woodstock jest imprezą w 100% bezpłatną. To normalne, że kawałek festiwalowego pola muszą zająć sponsorzy, którzy w pewnym stopniu nam go fundują. W dodatku organizują w tym czasie wiele imprez, z których ja zazwyczaj nie korzystam, ale widzę w ich okolicach tłumy.

Chociaż w internecie Kocham Kozy miały krótką przerwę, obecne były na Woodstocku. Nieliczni mieli okazję się o tym przekonać. ;) Ciekawe czy spotkamy się za rok? Warto mieć taką nadzieję, do zobaczenia Woodstock! Zaraz będzie ciemno! ♥


Zobacz inne #lovewoodstock:
Woodstock - kultura w błocie
Jak przeżyć Woodstock za 150 zł?

26 lipca 2015

Latwce - #16 Coś fajnego!


Ciężko zabrać się do pisania, gdy pogoda sprzyja jedynie jedzeniu lodów i rozpuszczaniu się na leżaku. Chociaż ostatni „leniwy post” bardzo przypadł Wam do gustu. Mimo wszystko, koniecznie chcę napisać o „czymś fajnym”! A w tym tygodniu będzie to puszczanie latawców! :)

Zachciało mi się tego już jakiś czas temu. Zobaczyłam w sklepie latawiec i postanowiłam, że na pewno poszukam mojego latawca z dzieciństwa i wypuszczę go w świat. Może nie dosłownie wypuszczę, aczkolwiek pamiętam, że kiedyś mi się to udało. Wieki temu, gdy puszczaliśmy z rodziną duży latawiec, a był do tego naprawdę idealny wiatr, wypuściłam go przypadkiem z ręki, a latawiec poszybował do chmur i przepadł. Mimo wszystko uważam to za całkiem fajne wspomnienie, chociaż brat, który był właścicielem owego latawca, nie był zadowolony. ;)

Niezależnie od tego, ile macie lat - zróbcie sobie któregoś dnia taki spacer lub piknik, na który zabierzecie ze sobą latawiec. W sklepie to koszt kilkunastu złotych, a radość może być ogromna. Przynajmniej dla mnie taka była. Na szczęście, mimo mieszkania w stolicy, nie muszę wyjeżdżać za miasto by bawić się w takie rzeczy (bo Warszawa jest fajna!). Poszłam na Fort Bema i oddałam się tej spokojnej rozrywce. To może i głupotka, ale dla mnie satysfakcja i radość była ogromna. Polecam, bo latawce to naprawdę coś fajnego. ;)

25 lipca 2015

Woodstock - kultura w błocie #lovewoodstock


Woodstock to zdecydowanie kontrowersyjne wydarzenie. Wiele osób ma o nim wyrobione negatywne zdanie. Niestety często telewizja i prawicowe media pokazują zaledwie wycinek, który może przedstawić tę wielosettysięczną społeczność w negatywnym świetle. A zawsze przecież znajdzie się jakiś procent ludzi, którzy nie umieją się zachować.









Chociaż ja nie mam za wiele do zarzucenia ludziom na Woodstocku. Jedynie czasem jest ich za dużo i nie ma ciszy, gdy już ktoś chce odpocząć. ;) Ale ogólnie ciężko wymagać nienagannej czystości na tak ogromnym festiwalu, na który przyjeżdża prawie milion osób. Wiadomo, że po paru dniach przepełnią się śmietniki oraz... toi-toie (mimo tego, że są codzienne myte!).


A ludzie są różni... Ktoś przyjedzie na koncerty, a ktoś na największą imprezę w życiu, na której będzie czuł się bezkarnie. Mimo to, większość to fantastyczni ludzie. Bardzo otwarci i pomocni! Trzeba przyjechać i zobaczyć, jak tam naprawdę jest. Tym bardziej, że Woodstock to nie tylko koncerty, o czym wiele osób nie wie...

Na Woodstocku odbywa się wiele spotkań i warsztatów, a kolejny już raz wystąpi profesjonalny teatr (Teatr 6. piętro). Warsztaty i wykłady są różnorodne tematycznie i cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Niektórzy spędzają na nich cały Woodstock! Jest trochę kulturowo, trochę psychologicznie (i seksuologicznie), odrobinę politycznie i baaaardzo twórczo. W dodatku to wszystko za darmo. Cały Woodstock jest darmowy. To za co płacisz to jedzenie i alkohol, jeżeli chcesz. Można też opłacić toi camp, czyli pole namiotowe z dostępem do pryszniców, albo płacić za same prysznice, bo na pozostałej części Woodstockowego pola stoją tylko krany z zimną wodą. Chociaż dla mnie są one wystarczające, a myję się tam codziennie. ;)

Jeśli chodzi o muzykę to jest to wielogodzinne granie na trzech scenach. I to nie tylko jakiś ciężki metal, ale różne odmiany rocka, reggae, a nawet folku. Wśród kilkudziesięciu występujących zespołów powinieneś znaleźć coś dla siebie.

Woodstock już za 4 dni! Wszelkie szczegóły i harmonogram można oczywiście znaleźć na Oficjalnej Stronie Festiwalu Woodstock. Mam nadzieję, że się tam spotkamy! ;)


Zobacz inne #lovewoodstock:
BRUDstock? Cala prawda o WOODSTOCKU!
Jak przeżyć Woodstock za 150 zł?

17 lipca 2015

Zakochaj się w Żoliborzu #2 - Park Żywiciela (DUŻO ZDJĘĆ)

Park Żywiciela, a dokładnie park im. Żołnierzy Żywiciela, to miejsce w najbliższej okolicy Sadów Żoliborskich, o których pisałam w poprzednim wpisie z serii „Zakochaj się w Żoliborzu”.

Jest to zdecydowanie mniejszy od Sadów Żoliborskich park otoczony małymi kamienicami. Na jego terenie znajduje się Teatr Komedia oraz pomnik Żołnierzy AK Obwód „Żywiciel”.

Park Żywiciela jest to mały park, ale można odczuć dość sielską atmosferę. W parku są nawet pomniki przyrody. Kapliczka Matki Bożej skierowana w stronę ulicy Popiełuszki potęguje wrażenie bycia w małym mieście. Kolejny raz można zgubić się w Warszawie i zapomnieć o całym wyścigu szczurów.

W okolicy cieszą oko także kolorowe kwiatki. Udziela się to mieszkańcom. Nie wszystkim wystarczy cudowny widok z okna, niektórzy mają także kwieciste balkony. Zapraszam do wypoczywania w tej spokojnej okolicy. Nadaje się idealnie na spacer.


Zobacz koniecznie:
Zakochaj się w Żoliborzu #1 - Sady Żoliborskie